Bankowość krajów takich jak Szwajcaria i Luksemburg kojarzy się z bezwzględnym zachowaniem tajemnicy bankowej. Niemcy kupują od informatorów informacje o stanie kont swych obywateli i na tej podstawie tropią oszustów podatkowych. To w oczywisty sposób szkodzi wizerunkowi banków, więc nic dziwnego, że bankierzy próbują dojść do porozumienia z niemieckimi władzami. Nadzwyczajna skuteczność Niemców w ściąganiu zaległych podatków może skłaniać inne rządy do podjęcia podobnych działań. Portal Business Insider opublikował właśnie apel do rządu USA w tej sprawie. Autor pyta: jak często można uzyskać 100-krotny zwrot z inwestycji? Skoro rząd federalny płaci informatorom tropiąc przestępstwa narkotykowe, to czemu nie ma płacić za ujawniania przestępców podatkowych?

Rodzą się tu wątpliwości natury etycznej i prawnej (zgodność z IV poprawką do Konstytucji USA - jednak prawnicy sobie raczej z tym poradzą).

Warto w tym miejscu przypomnieć, że w 2002 roku Grzegorz Kołodko proponował wzorowany na rozwiązaniach niemieckich program abolicji podatkowej związanej z ujawnieniem dochodów. Jednak Trybunal Konstytucyjny uznał ustawę abolicyjną za niezgodną z Konstucją – chociaż nie było w niej mowy o korzystaniu z usług przestępców w tropieniu nieuczciwych podatników. Po tym rozstrzygnięciu Grzegorz Kołodko podał się do dymisji. Może zauważył, że jego propozycje naruszają zasadę nadrzędną: pierwszy milion trzeba ukraść?

Pokaźne zwycięstwo Borussi Dortmund w półfinale Ligii Mistrzów nad Realem Madryt, wywołało wiele komentarzy. Ponieważ wszystkie bramki strzelił Polak - Robert Lewandowski, w Polsce zapanował wręcz entuzjazm. Prezes PZPN Zbigniew Boniek wyraził opinię, że ten napastnik jest wychowankiem polskich klubów, co dobrze świadczy o naszym futbolu. Jednak o tym, że polska reprezentacja zagra jak Borussia, to raczej nie ma co marzyć. Dlaczego?

Może warto zwrócić uwagę na biznesowy aspekt tego sportu.

W przeddzień wspomnianego meczu półfinałowego ukazał się artykuł w The Guardian, opisujący biznesowe perypetie klubu z Dortmundu. W roku 2005 klub miał 130 mln euro długu i był bankrutem. Wbrew przewidywaniom fundusz Molsiris, będący największym wierzycielem klubu postanowił go ratować. Dziś ma realne szanse na sukces sportowy - zwycięstwo w Lidze Mistrzów i związany z tym sukces finansowy. Zdecydowała rozsądna polityka transferowa, uzdrowienie finansów oraz coś jeszcze: nowy trener, który zbudował prawdziwy zespół. Duch drużyny (team  spirit) o którym mówią zawodnicy nie jest tylko mitem. To widać na boisku. Jest to doskonały przykład znaczenia, jakie mają takie pozaekonomiczne czynniki dla uzyskania sukcesu biznesowego.

Niestety w polskim sporcie trudno o coś takiego. Wyrazem braku zrozumienia dla tego biznesu przez nowobogackich właścicieli klubów jest zmiana ich nazw. Marki klubów o dziesiątkach (a nawet setkach) lat tradycji są szpecone nazwami firm stając się przybudówkami działu marketingu.

Inną ciekawą kwestią z tym związaną jest odwrócenie obserwowanych na zachodzie reguł. Małe kluby, którym udaje się osiągnąć względny sukces kupują zawodników i zatrudniają nowych trenerów, niszcząc zwycięski kolektyw. Duże kluby po osiągnięciu sukcesu sprzedają zawodników, bo z jednej strony inwestycja musi się zwrócić, a z drugiej nikt nie wierzy w możliwość zbudowania prawdziwej potęgi i dla zawodników sukces oznacza tylko lepszą cenę.

Najnowsze dane z USA pokazują utrzymywanie się tendencji: bogaci stają się jeszcze bogatsi, a biedni bardziej biednieją.

Wealth Inequality

źródło: Pew Research


To dotyczy także Polski. Warto w tym miejscu przytoczyć wyniki badań profesora Sztaudyngera, które dowodzą, iż polski poziom nierówności jest zbyt duży i szkodliwy dla rozwoju.


 

The Guardian informuje o badaniach pokazujących olbrzymi spadek zaufania do UE jako instytucji. Dotyczy to zarówno krajów, które należą do strefy euro, jak i pozostających poza nią. Nawet mieszkańcy Polski, która jest teoretycznie największym beneficjentem unijnych funduszy spójności, przestają być euroentuzjastami.

EU lack of trust

W tej sytuacji rodzi się pytanie: co dalej? Czy UE przetrwa bez demokratycznego poparcia?


 

Ostatnie dane wskazują na to, że płatna telewizja internetowa Netflix ma już więcej abonentów, niż tradycyjna HBO. Dlaczego więc u nas inwestuje się w naziemną telewizję cyfrową? Nie da się tego wyjaśnić inaczej, niż chcęcią podtrzymania monopoli.