Dolar jest światową walutą rezerwową. Amerykanie zawsze mieli zapewniony zbyt na swoje banknoty. Najpierw dlatego, że gwarantowali wymienialność ich na złoto. Później dlatego,że tylko za dolary można było kupić ropę naftową. W ostatnich latach zaś stała się to waluta, za którą Amerykanie zaopatrują się masowo w „fabryce świata”, jaką stały się Chiny. Równolegle postępuje stała dewaluacja tej waluty:

Proces ten przyspieszył, gdy w ramach walki z kryzysem Amerykanie zaczęli drukować miliardy dolarów. Oczywiście nie podoba się to Chińczykom, których olbrzymie rezerwy walutowe stale tracą na wartości. Właśnie ogłosili, że mają tego dość i są "dobrze przygotowani do wojen walutowych”.
Jaki będzie efekt tej wojny?
To łatwo przewidzieć. Gdy nie będzie chętnych na dolary, Amerykanie podniosą stopy procentowe, a to prawie pewna katastrofa finansów w Polsce (nie uda się nam sprzedać obligacji).

 

Artur Śliwiński i Bartłomiej Dessoulavy-Śliwiński opublikowali w kilku częściach raport na temat przebiegu kryzysu w Polsce (począwszy od 1989 roku): Od ekonomii dobrobytu do ekonomii nędzy. Fragment raportu:

Trzecia, to faza zablokowania drogi do wyjścia z kryzysu. Jest to faza obfitująca w wydarzenia najbardziej bulwersujące, w której pragmatyzm wykorzystujący zasady liberalizmu ekonomicznego i zarazem zasady sprzeczne z tym liberalizmem zostaje wyparty przez neomaltuzjanizm, stanowiący syntezę darwinizmu społecznego i inżynierii społecznej. Jest to również faza, w której skrywane początkowo motywy przeistaczają się w dogmaty przekazywane do świadomości społecznej. Oznacza to, że nastąpiło zmniejszenie nacisku na kwestie ekonomiczne, a jednocześnie wzmocnienie destrukcji świadomości społecznej. Nie trzeba chyba tłumaczyć, że jest to najbardziej niebezpieczna i najtrudniejsza do zrozumienia część historii kryzysu ekonomicznego, a ściślej biorąc – całej historii Polski.

Niedawno na stronach opiniotwórczego czasopisma „Financial Times” można było znaleźć następujący opis stanu polskiej gospodarki: „To co wyglądało na dno, może okazać się jedynie początkiem, gdyż nowe dane wskazują, że polska gospodarka nadal tonie, ze sprzedażą detaliczną poniżej oczekiwań i rosnącym bezrobociem.

W komentarzu do opublikowanego właśnie raportu PMI pokazującego pogłębianie się kryzysu (wskaźnik PMI jest poniżej neutralnej wartości 50 i nadal spada), ekonomista HSBC komentuje:

rozczarowujący wynik, który podkreśla, że wyhamowanie trendu spowalniania wzrostu gospodarczego zapoczątkowanego w 2012 ciągle pozostaje pod znakiem zapytania, nie wspominając już o szansach na wyraźne odbicie wzrostu w 2013. Spadek indeksu PMI w marcu wynikał ze spadków większości jego komponentów: produkcji, nowych zamówień, zatrudnienia i zapasów. W szczególności spadek indeksu zatrudniania był w marcu większy niż jego wzrost w lutym, który wówczas podkreśliliśmy jako potencjalnie ważny pozytywny sygnał.

Wreszcie indeksy cen: nakładów i produktów spadły w marcu do najniższego poziomu od polowy 2009 i pokazują brak presji inflacyjnej.

 

Ludzie nie ulegający rządowej propagandzie sukcesu już od dawna zdają sobie sprawę z trudnej sytuacji. Polskie Lobby Przemysłowe winą za taki stan rzeczy obarcza dominację obcego kapitału w gospodarce naszego kraju. Należące do polskiego kapitału małe i średnie przedsiębiorstwa mają z kolei ograniczoną zdolność do konkurowania na światowych rynkach. Jan Bolanowski w tekście „Polska to nie zielona wyspa, tylko tonący okręt?” prezentuje twarde dane, na jakie powołuje się PLP:

Ukazał się kolejny raport UE dotyczący innowacji. Polska tradycyjnie wśrod najmniej innowacyjnych krajow Unii. Dla Polskiego Radia komentował ten raport Jerzy Mjchrzak z ministerstwa gospodarki. Przyznał on, że program „Innowacyjna gospodarka” choć w założeniu miał wspierać tworzenie innowacji, w rzeczywistości służył co najwyżej zakupom innowacji wytworzonych gdzie indziej. No brawo panie dyrektorze! Siedem lat trwało dociekanie do tego, co dla każdego powinno być oczywistością. Ja bardziej wierzę w to, że w najbliższych latach będzie dużo innowacyjnych pomysłów na dalsze wydawanie tych środków do tłumienia realnych innowacji (zob. więcej).

Wielkie korporacje podejmowały zawsze wielkie wyzwania. Gospodarka lokalna była zaś domeną małych firm lokalnych. Dlatego bardzo kontrowersyjne jest wejście firmy Google na rynek lokalnych dostaw. Na dodatek firma w ten sposób gromadzi jeszcze bardziej szczegółowe informacje o użytkownikach swych produktów (z dokładnym adresem i kupowanymi towarami).

Program jest testowany w Kaliformi. Zobacz: http://www.google.com/shopping/.

Komentatorzy powątpiewają w sens biznesowy tego przedsięwzięcia. Tym bardziej trafne wydaje się uznanie go za element szerszej strategii pozyskiwania informacji.