Znany ekonomista Paul Krugman napisał w New York Times: Jeszcze Polska nie zginęła, ale jej przywódcy chcą doprowadzić do katastrofy. Wywołało to ożywioną dyskusję nie tylko w Polsce. Lobbująca od dawna na rzezc euro „Rzeczpospolita” publikuje jakieś głodne kawałki o tym, że warto zapłacić za miejsce przy stole, przy którym ktoś (bo przecież nie my) będzie podejmował decyzje. Może trudno w to uwierzyć, ale naprawdę poziom merytoryczny argumentów wyznaczają stwierdzenia w rodzaju „nobliści nie rozumieją”, albo „Polska zarabia na swą opinię wiarygodnego członka europejskiej wspólnoty i trzyma się blisko swego największego partnera handlowego, jakim są Niemcy” [N. Davis]. A ostrzeżenia prezesa NBP publikuje się w formie żartu. Poza mediami głównego nurtu można znaleźć bardziej wyważone analizy, pokazujące słabości tego pomysłu.

Nie milkną echa wypowiedzi Jeorena Dijsselbloema: „Słuchajcie, tam, gdzie podjęliście ryzyko, tam musicie sobie z nim poradzić. A jeśli nie umiecie sobie z tym poradzić, nie powinniście byli go podejmować i konsekwencja może być taka, że to koniec historii". Na pierwszy rzut oka jest to z wszech miar słuszne. Jednak ta wypowiedź miała uzasadnić podatek od depozytów zaproponowany Cyprowi. Zapewne zupełnie inaczej by ją odebrano, gdyby to była zapowiedź zmiany polityki wobec wielkich, ponadnarodowych instytucji finansowych. Ale tego nikt sobie nie wyobraża, bo one są przecież 'zbyt duże, żeby upaść'. Wychodzi więc na to, że unijny urzędnik wznosi się na szczyty hipokryzji. Nie wiem jak wyglądała historia bankowości na Cyprze. W Polsce państwo podjęło szereg działań (także przymus prawny), aby skłonić obywateli do korzystania z banków. Nie wyobrażam sobie tego, by nagle ktoś nam powiedział, że czyniąc to 'podjęliśmy ryzyko'. Takie podejście rzeczywiście podważa dotychczasową pozycję banków i słusznie redaktor Bloomberga zatytułował swój tekst „Koniec banków, jakie znamy”.

Ostatnie zmiany w polityce monetarnej Japonii niesłusznie media sprowadzają do akcji „druku pieniądza”, stosowanych dotąd w USA i Europie. Japońskie zmiany są znacznie poważniejsze.

Następuje odejście od zasady sterowania strumieniami pieniędzy poprzez zmiany stóp procentowych. W to miejsce BOJ będzie wprost zwiększał ilość pieniądza w tempie 60-70bln jenów (około 700 mld USD). Pieniądze te będą wprowadzane do obiegu poprzez zakup obligacji rządowych (w Europie taka operacja jest nielegalna). Rząd zamierza spożytkować te pieniądze dla pobudzenia gospodarki i zwiększenia ilości miejsc pracy.

Operacja ta jest pozytywnie oceniana przez ekonomistę Stiglitza, a negatywnie przez spekulantów: Grossa i Sorosa. Ta różnica zdań nie dziwi, gdyż całość działań Japończyków można zinterpretować jako zwrócenie większej uwagi na realną gospodarkę, kosztem spekulacji finansowe.

W Polsce trwa zamieszanie wokół rosyjskiej propozycji, by powrócić do umów z początki lat 90-tych, przewidujących budowę drugiej nitki gazociągu Jamalskiego:

Trudno nie zgodzić się z krytykami rządu, wytykającymi mu brak profesjonalizmu w działaniu.

Warto więc rozważyć alternatywne działania. Rząd mógł na przykład ogłosić komunikat (najlepiej w taki sposób, by światowe agencje podały go wraz z komunikatami płynącymi z Rosji), że Polska z myślą o Ukrainie warunkuje realizację tej inwestycji zgodą na odsprzedaż uzyskiwanego przez rurociągi gazu. Można przy okazji przypomnieć inną nie dokończoną inwestycję: rurociąg Odessa- Brody-Gdańsk. Nawet jeśli to jest ze strony Rosjan tylko RP-owska gra, to w takiej sytuacji polski rząd wyglądałby jak poważny partner.

Facebook ogłosił rezultaty strategicznego projektu, nad którym pracował w utajeniu w ostatnich latach. Chodzi o aplikację mobilną, która przekształca system Android w klienta platformy społecznościowej Facebook. Na mocy porozumienia z HTC aplikacja znalazła się od razu w sprzedaży w nowym smartfonie tego producenta. http://www.forbes.pl/facebook-home-czyli-ucieczka-do-przodu,artykuly,146374,1,1.html