A
  • Przegląd
  • Społeczeństwo sieci
    • Otwarta edukacja
    • Technologia i społeczeństwo
  • Argumenty
    • Najnowsze
    • Najczęściej czytane
    • Argumenty: rss
    • Projekt
    • Co piszą inni...
    • Krótko
    • Polemiki
  • Godne społeczeństwo
  • Gospodarka
    • Monitor gospodarczy
    • Monitor gospodarczy - chf
    • Monitor gospodarczy - grexit
    • Monitor gospodarczy - górnictwo
    • Historia gospodarcza
    • Przedsiębiorczość
  • Polskie drogi
    • Stan bezprawia
    • 25 lat
    • Reformatoł
    • Konserwatywna Polska
    • Kronika upadku
  • Geopolityka
    • Wojna cywilizacji
    • Wybór Ukrainy
    • Teoria spisku
  • Filozoficznie
    • Refleksje
    • Kościół
  • Dialogi z AI
  • Wszystko

Śmierć humanistyki?

Szczegóły
Kategoria: Godne społeczeństwo
Opublikowano: 26 wrzesień 2015

Do Polski dotarła fala oburzenia z powodu zmian w japońskiej edukacji. Jak informuje „Rzeczpospolita”, „Japonia rezygnuje z kierunków humanistycznych”. W polskiej wersji artykułu z Bloomberga, czytamy z kolei, że ten nowy model edukacji może zrujnować kraj. Artykuł zawiera rewelacje w rodzaju: „pomysły rządu nie są na razie wiążące”, czy „wyeliminowanie nauk społecznych może oznaczać powrót do upadającej i przestarzałej polityki przemysłowej”. Ich autorzy zapewne kończyli jakieś uniwersytety, a jak widać niewiele im to dało. Może więc Japończycy nie są tacy głupi?

O co konkretnie chodzi? Minister Edukacji Japonii wysłał do wszystkich (84) państwowych uczelni list, w którym zwraca się z propozycją likwidacji kierunków humanistycznych i społecznych, albo przekształcenia ich tak, by lepiej służyły społeczeństwu. Na 60 oferujących takie kierunki 26 odpowiedziało pozytywnie, a kilkanaście zapowiedziało całkowitą likwidację tych kierunków. Dwa największe uniwersytety (Tokio, Kioto) odmówiły.

Ograniczenie (bo tylko w Polskich mediach piszą o likwidacji) kształcenia prawników, socjologów, politologów, czy psychologów (zwłaszcza „społecznych”) na pewno przydałoby się także w Polsce. Ale konserwatywny rząd przeciwny naukom humanistycznym? Japonia to drugi koniec świata, ale to nie znaczy, że wszystko tam musi być na odwrót.

W jednym z artykułów tak komentowano dojście do władzy obecnego premiera Abe Shinzo: „Konserwatyści uważają, że wprowadzona przez okupantów konstytucja i system edukacyjny przyczyniły się do utraty japońskiego morale i stanowią hańbę, której ślady należy wreszcie zatrzeć. […] Jednymi z najważniejszych punktów wśród założeń jego polityki krajowej jest odnowa tradycyjnych, japońskich cnót i wartości rodzinnych oraz reforma systemu edukacyjnego, polegająca m.in. na wprowadzeniu do szkół lekcji patriotyzmu”.

Rząd premiera Abe przygotował śmiały plan reform gospodarczo-społecznych (nazwanych abenomiką), którego ważnym elementem jest reforma edukacji: „Nowe programy szkolne mają kształcić w uczniach cnoty moralne, patriotyzm, dumę narodową, szacunek dla japońskich symboli narodowych i uczyć identyfikacji z „wyjątkową” kulturą narodową. Z tekstów podręczników szkolnych usunięte mają zostać fragmenty dotyczące „dyskusyjnych”, według ministra, japońskich zbrodni wojennych i wszelkie samooskarżenia przypisujące winę moralną Japonii. Podręczniki szkolne mają prezentować stanowisko japońskich władz wobec kluczowych zagadnień narodowych, jak choćby sporów terytorialnych z sąsiadami Cesarstwa: Chinami, Rosją i Republiką Korei”.

Ważną okolicznością pomijaną zupełne w komentarzach jest to, że w miejsce japońskich tradycji na uniwersytetach pojawiło się lewactwo lat 60-tych. Może jedynym sposobem na pozbycie się go jest opcja zerowa?

Większość komentatorów wskazuje na gospodarcze implikacje zmian w nauczaniu. Czy – podobnie jak w USA – mamy do czynienia ze śmiercią nauk humanistycznych, a japoński rząd nie chce jedynie łożyć na podtrzymywanie trupa przy życiu? Krytycy wskazują na to, że szybko zmieniający się świat będzie stawiał przed nami nowe wyzwania, któremu sami inżynierowie mogą nie sprostać. Gospodarka potrzebuje twórczych pracowników. Japończycy doskonale o tym wiedzą, pragnąc rozwijać szkolnictwo takie na miarę XXI wieku: podejście do kształcenia wieku 21 w Japonii jest zasadniczo podobne do tego, co stosuje się w szkołach Singapurze, gdzie za pomocą działań nie-akademickich rozwija się kompetencje społeczne. Skąd więc taki rwetes? Przecież tak jawnie tępione lewactwo nie odda pola bez walki. Autorytety całego świata będą bronić ekonomistów i socjologów w Japonii (choć przecież nie traktuje się ich tam tak, jak na to zasługują strażnicy obcych interesów, czyli de facto zdrajcy).

PRISM – totalitaryzm czy ekonomia?

Szczegóły
Kategoria: Monitor gospodarczy
Opublikowano: 20 czerwiec 2013

Brytyjski Guardian w kolejnym tekście poświęconym systemowi PRISM twierdzi, że jednym z motywów uruchomienia tego systemu była obawa przed niepokojami społecznymi. Tymczasem Wirtualna Polska opisuje rozwój takich systemów naruszających bezpieczeństwo informacji, zwracając uwagę na ekonomiczne ich znaczenie. Informacja jest łupem w nowoczesnej wojnie, trwającej w „wirtualnym” świecie.

 

 

Czy ekonomiści mogą być zbawieni?

Szczegóły
Kategoria: Filozoficznie
Opublikowano: 05 październik 2014

Krótka odpowiedź chrześcijanina na tytułowe pytanie musi brzmieć: NIE. Należy jednak przy tym poczynić pewne zastrzeżenia. Trudniejsze od samego pytania jest zagadnienie „osądzania”. Wszak Chrystus przestrzegał: nie osądzajcie, a nie będziecie osądzeni. To zagadnienie jest bardzo trudne – zwłaszcza w Polsce. Nie tylko z powodu wielu nie rozliczonych krzywd, ale przede wszystkim – szerzącej się „michnikowszczyzny”, która zabrania osądzania postaw.

Zakaz Chrystusa nie dotyczy jednak sądów dotyczących postaw. Wręcz przeciwnie. Nie tylko sam Chrystus stanowczo osądzał różne postawy, ale i zachęcał do tego uczniów (jeśli nawet Kościoła nie posłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik [Mt 18]). Jeśli przyjmiemy personalistyczny punkt widzenia, nie ma w tym żadnej niekonsekwencji. Dynamizm rozwoju człowieka-osoby, zakłada prawo do błądzenia. Nie możemy więc z całą pewnością powiedzieć, że jakiś człowiek zostanie potępiony. Możemy jednak sądzić, że jego zbawienie wymaga zmiany postawy.

Weźmy jaskrawy przykład żołnierzy Hitlera. Zdarzały się wśród nich przypadki nawet heroiczne – gdy pojedyncze osoby wybierały własną śmierć, nie godząc się na postępowanie niezgodne z własnym sumieniem. Możemy jednak mówić o tym, że to była organizacja zbrodnicza, a służenie jej z oddaniem zasługiwało – w świetle Ewangelii – na wieczne potępienie. Nie może być przy tym mowy o usprawiedliwieniu z powodu braku zrozumienia, lub ślepego posłuszeństwa. Nie bez przyczyny głupota jest według Ewangelii ciężkim przewinieniem.

Analogiczna sytuacja występuje w przypadku ekonomistów – choć oni nie tworzą jednolitej struktury zła. Bycie ekonomistą nie jest samo w sobie moralnie naganne (tak jak na przykład bycie prostytutką). Jednak oddanie czynieniu zła jest wśród ekonomistów tak powszechne i tak bezgraniczne, że nie powinniśmy się wahać przed formułowaniem stanowczych ocen. Nawet jeśli można się z tego powodu spodziewać różnych przykrości. Obserwowana reakcja ekonomistów na krytykę jest zresztą dość znamienna. Jeśli chodzi o ocenę etyczną opartą o religijny system wartości, to rozsądne byłoby liczyć na jedną z dwóch postaw: jeśli naszą opinię skierujemy ku osobom nie wierzącym w Chrystusa (o co na podstawie ich czynów można podejrzewać większość ekonomistów), to powinniśmy spotkać się z obojętnością. W przypadku chrześcijan należałoby spodziewać się przynajmniej chwili refleksji (wszak chodzi o duszę!). Tymczasem ekonomistów rozpiera pycha: co mi tu będziecie wyjeżdżać z jakimiś teoryjkami. To my wiemy i rozumiemy. Czytaliśmy Smitha i Friedmana. A jeśli ktoś ma wątpliwości, to jest ignorantem i/lub tępym komuchem. Dla większości ludzi objawem opętania są nieludzkie wrzaski, miotanie przekleństw i strach przed symbolami wiary. W mądrych księgach dotyczących duchowości można jednak znaleźć wiele argumentów za tym, że to właśnie pycha stanowi najskuteczniejszą broń szatana i jej należy się obawiać najbardziej.

Czytaj więcej: Czy ekonomiści mogą być zbawieni?

Zaraz się zacznie.....

Szczegóły
Kategoria: Monitor gospodarczy
Opublikowano: 04 wrzesień 2013

W przedwojennym dowcipie pijak woła do barmana: lej pan, bo zaraz się zacznie..... Po chwili znowu to samo. Zaciekawiony barman nalewa i pyta: co się zacznie? Pijak wypija jednym haustem i bełkocze znowu: lej pan, bo zaraz się zacznie. Barman macha ręką i pyta: a kasa? Pijak na to zrezygnowany: no i zaczęło się.....

Kiedy tylko premier ujawnił swoje plany zmian w OFE, było pewne, że zaraz się zacznie. No i zaczęło się. W „Trybunie Ludu” chyba wprowadzą stan wojenny. Już ogłoszono alarmistyczny tekst, że „Rząd sięgnie po oszczędności Polaków”. Ekonomiści zgodnie mówią (bo tych, którzy mówią inaczej do mediów się nie dopuszcza): „demontaż OFE, niekorzystny dla emerytów”. Cytowany jest głównie Ryszard Petru – jeden z tej bandy sprzedawczyków, która przeprowadziła ten przekręt stulecia (opisał go Mitchell A. Orenstein w pracy „Prywatyzacja emerytur” - polskie wydanie jest już dostępne w księgarni PTE). Warto na ten temat przeczytać komentarz prof. Leokadii Oręziak.

 

Oczywiście, że przyciśnięty do muru rząd chce gwizdnąć tą kasę. Ale to NIE JEST zmartwienie milionów emerytów. Oni i tak dostaną minimalną emeryturę (o ile jakąś dostaną). Zobacz wyjaśnienie dlaczego. 

Czekając na kryzys

Szczegóły
Kategoria: Monitor gospodarczy
Opublikowano: 10 maj 2015

Współczesna gospodarka światowa coraz bardziej przypomina grę hazardową. Nie dotyczy to tylko inwestorów finansowych i ich „drobnych” zakładów. Wielu z nich próbuje zgadnąć kiedy nastąpi kolejne finansowe trzęsienie zmienni – aby się w porę wycofać z gry. Powszechna jest opinia, że aktywa są zbyt przeszacowane i w każdej chwili może nastąpić korekta. Nikt nie wie jednak jaki to będzie miało wpływ na instytucje finansowe. Wiadomo, że zdolności dużych banków do absorpcji potencjalnych strat nie są wystarczające.

Jeszcze większym problemem jest osłabienie zdolności do interwencji w ramach polityki monetarnej USA. Gdyby się pojawiła znacząca inflacja, to przeciwdziałanie przez podniesienie stóp procentowych nie jest możliwe, bo koszty obsługi horrendalnego długu byłyby zbyt wielkie. Coraz mniej jest też chętnych na drukowane bez umiaru dolary. Trwa chińska ekspansja inwestycyjna za granicą, której jednym z efektów jest choćby częściowa zamiana rezerw dolarowych na inne aktywa. Podobnie postępują kraje arabskie. Rosja z kolei zwiększa swe zapasy złota. Wszystkie te państwa bez ustanku podejmują działania, które rozważane jednostkowo nie wykraczają poza normalne stosunki handlowe. Jeśli je jednak zestawić ze sobą, widać ich wspólny mianownik: jak najmniejsza zależność od dolara. To nie są działania gwałtowne, bo nikomu nie zależy na upadku dolara. Jednak w pewnym momencie najwięksi wierzyciele USA mogą zastosować podobny manewr jak Niemcy wobec Grecji: ile się dało, tyle uratowaliśmy, a teraz niech się dzieje co chce…..

W najbardziej pesymistycznym wariancie wydarzeń „papierowe pieniądze będą warte tylko tyle, co papier, na którym zostały wydrukowane”, a wtedy zachodnie państwa dobrobytu upadną pod własnym ciężarem.

 

  1. Czarne skrzynki – czarna rozpacz
  2. Copyright trolling
  3. Kolejny akt wojny o SKOK'i
  4. Reorganizacja Google
  5. Dokąd prowadzą nas lunatycy z MFW?

gospodarka

Godne społeczeństwo

Monitor gospodarczy

Monitor gosp. - Górnictwo

Monitor gosp. - kredyty we frankach

Monitor gosp. - grexit

Historia gospodarcza świata

Przedsiębiorczość

społeczeństwo sieci

otwarta edukacja

Społeczeństwo sieci

Filozoficznie

Kościół

Refleksje o życiu

Redakcyjne

Krótko

Projekt

Zwróć uwagę

Polemiki

Wybory prezydenckie w USA

Prezentacje

Geopolityka

Wybór Ukrainy

Wojna cywilizacji

Teoria spisku

Geopolityka - Bliski Wschód

Polskie drogi

Konserwatywna Polska

25 lat Trzeciej RP

Stan Bezprawia

Wojna polsko-polska

Polska na poważnie

Reformatoł

Dialogi z AI

Strona 200 z 518

  • 195
  • 196
  • 197
  • 198
  • 199
  • 200
  • 201
  • 202
  • 203
  • 204

www.argumenty.net


^TOP^

© 2026 argumenty.net