- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
Członek RPP Elżbieta Chojna-Duch z Rady Polityki Pieniężnej stwierdziła dzisiaj w TVN CNBC, że w sytuacji naszego kraju „realna stopa, czyli różnica między inflacją, a naszą stopą, powinna wynosić około 1 pkt proc. Czyli właśnie tak, jak teraz jest: inflacja 1,0 proc., stopa proc. 2,5”.
Podobne matematyczne zaklęcie wygłosił kiedyś Leszek Balcerowicz (gdy był prezesem NBP), mówiąc o ciągu matematycznym, jakie stanowią kolejne obniżki.
Bardzo przypomina to wnioskowanie numerologów. Ale przecież RPP tworzą „wybitni” specjaliści z profesorskimi tytułami, więc na pewno Pani Profesor dysponuje odpowiednią teorią uzasadniającą formułowanie takich reguł.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Wyjaśniło się, dlaczego portal onet.pl publikuje takie badziewie! Prezes tej firmy uważa, że to „piractwo ogranicza [ich] możliwości budowania jakościowych treści”!
Jak zwykle w takich sytuacjach publikująca wywiad gazeta stosuje odstępstwo od stosowanych zwyczajów pokazywania innych aspektów zagadnienia. Ot choćby tego, o czym pisze Jędrzej Wołochowski: Główni zainteresowani zdają się nie pamiętać, że przemysł filmowy powstał w Hollywood w dużej mierze dzięki piractwu. Patenty na wynalazki filmowe miała firma Motion Picture Patents Company (jej współudziałowcem był Thomas Edison), która zmonopolizowała rynek na Wschodnim Wybrzeżu USA. Aby uniknąć ścigania przez firmę Edisona, większość filmowców udała się na Zachodnie Wybrzeże.
Sam Disney często wykorzystywał książki będące w domenie publicznej, aby ich adaptacje przekuć w kasowe hity. Szkopuł w tym, że gdyby obowiązywało wówczas równie surowe jak dzisiejsze prawo autorskie, producent nie osiągnąłby tak spektakularnego sukcesu. Rudyard Kipling, autor „Księgi Dżungli”, zmarł w 1936 r., zatem w świetle obowiązującego obecnie prawa wszystkie jego dzieła przeszłyby do domeny publicznej 1 stycznia 2007 r. Tymczasem gdy w 1967 r. sfilmowano jego najbardziej znaną powieść, prawa do niej już wygasły. Patrząc w drugą stronę, gdyby w USA obowiązywało takie prawo jak przed rokiem 1976, do domeny publicznej weszłyby już utwory wszystkich amerykańskich autorów zmarłych przed 1985 r.
- Szczegóły
- Kategoria: Społeczeństwo sieci
Kolejny atak na serwis obsługujący bitcoina: tym razem ofiarą padł www.bitstamp.net. Serwis ten uchodził za bardzo profesjonalny i bezpieczny. Sprawę analizuje portal zaufanatrzeciastrona.pl:
Symptomy sugerują, że z powodu niedostatecznie losowego generatora liczb losowych mogło dojść do skutecznych prób odgadnięcia kluczy prywatnych portfeli depozytowych. Podobny atak miał miejsce kilka tygodni temu na serwis Blockchain, gdzie tajemniczy bohater wykorzystał błąd serwisu do zabezpieczenia ponad 800 BTC z cudzych kont, które następnie zwrócił ich właścicielom. Ten niezwykle rzadki przypadek altruistycznego włamywacza mógł stanowić inspirację dla innych nie tak uczciwych użytkowników. […]
Możliwe, że straty serwisu sięgają prawie 19 tysięcy BTC. Skąd wiadomo, że to nie Bitstamp przelewał swoje środki w bezpieczne miejsce? Transakcje miały miejsce kilkanaście godzin przed komunikatem o kradzieży, a dodatkowo niektóre podejrzane transakcje oferowały opłaty dla sieci w wysokości 1 BTC co może oznaczać, że komuś bardzo zależało na jak najszybszym potwierdzeniu transakcji. To zachowanie charakterystyczne dla włamywacza, który nie jest pewien, czy ktoś mu lada moment nie przeszkodzi.
Kradzież niecałych 19 tys BTC (obacna wartość rynkowa to około 5 mln dolarów) potwierdził prezes Bitstampa Nejc Kodrič. Zapewnił jednocześnie, że firma wyrówna straty wszystkim poszkodowanym! Posiada bowiem o wiele większe rezerwy BTC, przechowywane w bezpiecznych systemach składowania offline (ang. cold storage).
To wydarzenie ma wiele ciekawych aspektów:
1. Zachowanie firmy może sprawić, że obecna katastrofa wyjdzie jej na dobre. Wzrośnie zarówno bezpieczeństwo jak i zaufanie.
2. Obrót bitcoinem rozwija się w podobnym kierunku jak tradycyjne instytucje finansowe (duży może więcej).
3. Anonimowość transakcji BTC sprawia, że przepływ skradzionej waluty jest łatwiej ukryć. Utrudnia to wykrycie sprawców.
4. Ciekawym zagadnieniem jest zaangażowanie organów ścigania w sprawie kradzieży pozasystemowej waluty. Bezpieczeństwo obrotu tradycyjnymi walutami zapewniają państwa, które są jednocześnie emitentem (czyli stroną zainteresowaną w bezpieczeństwie). W tym wypadku mamy do czynienia z walutą alternatywną. Co prawda kradzież pozostaje kradzieżą, ale determinacja policji w tropienie sprawcy może nie być zadowalająca.
5. Ostatnie głośne włamania sprawiają, że można odnieść wrażenie, że żaden serwis nie jest bezpieczny. Sytuacja jest jednak bardziej złożona. Po pierwsze bezpieczeństwo kosztuje. Jeśli dostawca serwisu na nim nie oszczędza i zachowuje wszystkie reguły dobrej polityki bezpieczeństwa, prawdopodobieństwo włamania jest niewielkie. Po trzeba sobie zdawać sprawę z tego, że próby włamania do praktycznie każdego serwisu trwają nieustannie. Ofiarą padają te, w których włamywacze natrafią na luki bezpieczeństwa. Nie jest więc tak, że każdy upatrzony przez włamywaczy serwis prędzej czy później udaje się złamać. Po trzecie wreszcie - im większa część serwisu zależy od transakcji w sieci - tym bardziej jest on narażony na włamanie z wykorzystaniem błędów niezawinionych (znalezionych luk w programach). Czyli na przykład włamanie do Sony Pictures to bardziej kwestia odpowiednich procedur bezpieczeństwa (lub raczej ich braku).
- Szczegóły
- Kategoria: Krótko

Prezydent Duda był w Berlinie. Niemcy piszą, że „Bez konkretów, ale miło”. I w zasadzie można by na tym poprzestać. Problem pojawia się, gdy ktoś ma za długą pamięć i pamięta warunki postawione Niemcom przez pana Szczerskiego: „Po pierwsze, jak w relacjach z każdym państwem, przestrzeganie praw Polaków. Po drugie - polityka wschodnia – format normandzki wyczerpał się, trwałego pokoju w regionie nie uda się przywrócić bez udziału Polski, NATO, UE, USA. Po trzecie, Niemcy muszą znieść blokadę na budowę baz NATO w naszym kraju. Wreszcie Berlin musi zgodzić się na takie dostosowanie polityki klimatycznej i energetycznej Unii, które umożliwi utrzymanie wydobycia polskiego węgla”.
O ile wiadomo, żaden z tych warunków nie został postawiony (poruszono jedynie kwestię NATO, ale szczegółów nie podano). Nie wiadomo więc po co Prezydent ciągnie za sobą tego durnia. Chyba tylko dlatego, bo alternatywy jakie ma do wyboru są jeszcze gorsze. Pan Waszczykowski na przykład chętnie wyrzuciłby z UE rosyjskich studentów. To już się kwalifikuje na weryfikację metodą Kukiza (z udziałem psychiatry ;-)).
- Szczegóły
- Kategoria: Monitor gospodarczy
We współczesnym świecie prawie cały obrót pieniądzem odbywa się poprzez banki. Dlatego pożyczony pieniądz niemal natychmiast wraca do systemu bankowego i można znaczną jego część pożyczyć ponownie. Ograniczenia w tym zakresie wprowadzają przepisy. Niemniej takie rozmnożenie pieniądza rzeczywiście następuje i to banki kreują pieniądz. Przelicznik międzu ilością wykreowanego pieniądza, a pierotnym kapitałem to tak zwanym lewar. W Polsce może on wynosić ponad 30.
Islandia postanowiła skończyć z tym procederem i przyznać prawo kreowania pieniądza wyłącznie bankowi centralnemu. Opublikowano raport opisujący szczegółowo to rozwiązanie. Stał się on przedmiotem analiz i komentarzy na całym świecie. - między innymi w obszernym artykule Washington Post. Porównuje się w nim przede wszystkim kwestie bezpieczeństwa tych systemów. Zdaniem autorów system „suwerennego pieniądza” powinien być bardziej stabilny, choć banki centralne także mogą popełniać błędy i reagować zbyt wolno w razie kryzysu.
Takie rozwiązanie nie podoba się oczywiście bankierom. Ted Truman - były ekonomista Rezerwy Federalnej – uważa, że to likwidacja bankowości i wprowadzenie rozwiązań na wzór sowiecki. Jego zdaniem większa władza banku centralnego tylko zaostrzy problemy, zamiast je rozwiązywać.
Jedną z głównych korzyści tego rozwiązania jest przejęcie przez rząd renty emisyjnej. Według obliczeń Martina Wolfa z The Financial Times, gdyby Wielka Brytania wprowadziła podobny system, rząd mógłby działać bez podatków i kredytów, pod warunkiem ograniczenia wydatków do 4 procent PKB.
Larry Kotlikoff, ekonomista z Uniwersytetu w Bostonie i zwolennik reform systemowych twierdzi z kolei, że islandzkie propozycje nie są wystarczające. Banki nadal będą mogły pożyczyć pieniądze (do wysokości wkładów), przez co system będzie podatny na bankructwa. Jego zdaniem groźbę tą można wyeliminować, zastępując banki poprzez sieci powiązanych funduszy inwestycyjnych, działających na giełdzie (a więc chodzi o powiązanie kreacji pieniądza z realną gospodarką).