Zmiana jaka nastąpiła w ubiegłą niedzielę wydaje się nawiązywać do początków III RP, gdy Lech Wałęsa przy wszystkich swych wadach, starał się być otwartym na głos społeczeństwa (póki nie uznał, że to on sam jeden komunizm obalił).

Bardzo szczęśliwą okolicznością jest obecnie to, że tak zwane „elity” w zdecydowanej większości się obraziły na społeczeństwo (szkoda, że nie ma masowej emigracji – ale pomimo bezdennej głupoty, udający inteligentów celebryci doskonale wiedzą, że poza „przyjaznymi” mediami w Polsce oni nie istnieją). Nie grozi nam więc raczej to, że głos społeczeństwa zostanie przytłumiony przez skowyt „elit”. Rodzi się za to fenomen zaangażowania ludzi, chcących wyrazić swoje pragnienia w formie rad dla Prezydenta-elekta.

Liberałowie (ustami Pawła Jabłońskiego z „Rzeczpospolitej”) chcieliby, aby Andrzej Duda jak najszybciej zapomniał o niekorzystnych dla klienteli tej gazety obietnicach. Ich nadzieje wyrażają słowa: „Ten sam polityk w opozycji i w rządzie to nie te same osoby” :-(.

Z kolei prorosyjski dziennikarz Jakub Korejba pokazujekorzyści jakie przyniosło by unormowanie stosunków ze wschodnimi sąsiadami.

Mnie samemu przyszło do głowy, że Prezydent – elekt mógłby mieć mocne wejście, gdyby powiedział w Brukseli, że Polska nie chce masowej imigracji obcych nam kulturowo ludzi (potencjalnych terrorystów niech sobie wezmą ci, którzy wywołali falę emigracji), ale chętnie przyjmiemy chrześcijan z krajów w których są prześladowani.
 

Jeśli jednak chcemy aby Polską rządził prawdziwy mąż stanu, musimy okazać mu nieco zaufania. To on jest w stanie zdobyć wiedzę potrzebną do racjonalnego podejmowania decyzji. Miejmy też nadzieję, że potrafi w swej mądrości rozważyć wszystkie okoliczności i podejmować decyzje najlepsze. Zamiast więc produkować listy rad i oczekiwań, spróbujmy wesprzeć go w tym procesie stawania się wielkim. Bo Polska potrzebuje Wielkiego Prezydenta.

 

Ludzie po tamtej stronie lasu

Nowy władca powinien na wstępie otrzymać dary, a nie listy żądań i oczekiwań. Dlatego ja postanowiłem mu przekazać największy dar jaki posiadam. Mądrość znalezioną w starej książce (pierwszej jaką zdołałem samodzielnie przeczytać), a która towarzyszy mi przez całe życie.

Książka o której wspominam zawierała baśń o dziewczynce, której ojciec zaginął w strasznym lesie opodal jej domu. Powszechnie uważano, że las ten odgradza ludzi od strasznych sąsiadów żyjących po drugiej stronie. Pewnego razu krowa, którą dziewczynka pasła, uciekła do tego lasu. Wbrew przestrogom babci, dziewczynka udała się na poszukiwania. Po wielu przygodach udało jej się dotrzeć do centrum lasu, gdzie utknęli zaczarowani przez złą czarownicę ludzie (między innymi ojciec głównej bohaterki). Dziewczynce udaje się odgadnąć zaklęcie, które zdejmuje złą klątwę. Po jego wypowiedzeniu nie tylko przebudził się ojciec dziewczynki wraz z innymi zaginionymi, ale las zamienił się w kwietną łąkę. Zaklęcie to brzmiało: „ludzie po tamtej stronie lasu są tacy sami jak my”.

Po latach zrozumiałem, że ta baśń wyraża głęboką prawdę o człowieku, którą głosił niestrudzenie Jan Paweł II. Wszyscy ludzie mają taką samą godność („dzieci Boga”), choć niektórzy ulegają złym siłom (gubią się w lesie grzechu). Te siły rosną, gdy ludzie traktują innych jak wrogów.

Jeszcze później zauważyłem, jak destrukcyjną rolę pełnią „siewcy nienawiści”. Jak bardzo trudno uwierzyć w jedność z tymi, którzy są daleko (od których tak wiele nas dzieli), skoro nie ma szans porozumieć się z tymi, którzy są blisko.

Świat przestał być czarno-biały. A jednak personalistyczne wartości ze starej baśni nie uległy zatarciu. Wręcz przeciwnie. W zszarzałym świecie te wartości są jeszcze ważniejsze.

Jeśli przyjmiemy personalistyczny punkt widzenia, to wiele rzeczy się upraszcza, a to co wydawało się nierozwiązywalne staje się dziecinnie łatwe.

 

Powrót etyki

Gdy nie wiadomo jak postąpić, należy po prostu kierować się przyzwoitością. Ta reguła pozwala na rozstrzygnięcie najtrudniejszych dylematów, chociaż czasem jest źródłem tragedii. Tak jak w przypadku prostej dziewczyny, zamordowanej przez komunistów dlatego, bo zachowała się jak trzeba. Dlatego optymizmem napawa fakt, że po wyborze na Prezydenta, Andrzej Duda udał się na Jasną Górę. Dla ludzi wierzących to miejsce święte. Ale dla każdego Polaka to skarbnica zasad etycznych. Wyzwanie – by zachowywać się „jak trzeba” bez względu na okoliczności.

Co to znaczy „jak trzeba”? To oznacza ni mniej, ni więcej, tylko uznanie potrzeby kierowania się zasadami moralnymi. Także w polityce gospodarczej, wbrew „ekspertom” twierdzącym, że „chciwość jest cnotą”.

Nie miejsce tutaj na szerokie uzasadnienia. Aby jednak nie poprzestać na ogólnikach, zastosujmy reguły personalistycznej etyki dla jakiegoś trudnego problemu. Na przykład regulacji dotyczących systemu bankowego. Obrońcy banków nie dopuszczają nawet myśli, że zyski tych instytucji nie są zdobywane w sposób etyczny. Z klei przeciwnicy widzą w bankach samo zło. Pojawiają się postulaty, aby pozbawić banki wielu możliwości działania (w tym kreacji pieniądza). Bez akceptacji zasad etycznych te dwie grupy czeka konfrontacja, która może się źle skończyć dla obu stron. Przyjmuje się, że odsetki uzyskiwane przez banki stanowią rekompensatę za ponoszone przez nie ryzyko. Pewna część udzielanych kredytów nie jest spłacana i niestety inni kredytobiorcy muszą się na to złożyć – płacąc odsetki. Niby wszystko jest w porządku. Ale za tym prostym opisem kryją się dwa poważne problemy. Czy pobierane przez banki odsetki rzeczywiście służą jedynie rekompensacie ponoszonego ryzyka? Tego nie da się rozstrzygnąć bez zastosowania pojęcia godziwych zysków. Godziwe - czyli zgodne zasadami etyki. Krytykom stosowania takich pojęć można polecić prawodawstwo dotyczące lichwy (które bez etyki trudno uzasadnić). Ale to nie wszystko. Ryzyko ponoszone przez banki jest obecnie tylko w niewielkim stopniu związane z niepewnością dotyczącą spłat kredytów. Znacznie większym źródłem ryzyka są spekulacje, czyli hazard. Ocena etyczna tego zjawiska nie jest trudna.

Odnosząc się do etyki, można wypracować takie zasady funkcjonowania banków, które nie pozbawią ich podstaw egzystencji, ale uchronią społeczeństwo przed ich chciwością.

 

Podobnych problemów można wskazać znacznie więcej. Politykierstwo w miejsce polityki pojawiło się nie tylko z powodu partyjniactwa. Polityka bez etyki jest tylko grą interesów. Bez jasnych zasad etyki nie da się też poprawić prawa ani struktur państwa.

 

Nie wiadomo dokładnie co kieruje mediami prezentującymi przyszłą prezydenturę w czarnych barwach. Na razie nie ma podstaw, by oceniać Prezydenta na podstawie jego działań. Pozostaje pytanie, czy to jest człowiek przyzwoity. Nawet jego wrogowie tego nie negują. Są więc podstawy do optymizmu.

 

Jerzy Wawro