Niebezpieczeństwo rozwarstwienia społecznego wskutek rozwoju technologii przewidywał raport dla Klubu Rzymskiego z 1984 roku. W najnowszym raporcie The Economist pojawiły się dokładnie te same tezy: Rewolucja cyfrowa wywołuje wielkie zmiany na rynku pracy na całym świecie.

Autorzy raportu sprzed 30 lat uważali, że mamy przed sobą dwie drogi: wykorzystania technologii dla dobra ludzkości (zajęcie zamiast pracy, inwestycje w rozwój osobowy, infrastrukturę i ochronę środowiska, zanikanie problemów społecznych), albo pogłębianie się różnic między bogatymi i biednymi oraz obrona bogatych przy użyciu licencji i coraz bardziej zaawansowanych broni. Nietrudno zauważyć co wybrano i jakie są tego skutki. W jednym się pomylono. W latach 80-tych wydawało się, że „bogaci” to będzie rządząca elita oraz specjaliści. Tymczasem monetaryzm sprawił, że zamiast bogatych specjalistów i ubogich konsumentów mamy superbogatych spekulantów.

 

Tymczasem współcześni ekonomiści piszą:

Największym niebezpieczeństwem zmian na rynku pracy jest wzrost nierówności pomiędzy wykwalifikowaną elitą a szeregowymi pracownikami. Prędzej czy później doprowadzi do eskalacji społecznego niezadowolenia i ekstremistycznych ruchów. Politycy staną pod ostrzałem krytyki. Co zrobić, by temu zaradzić?

 

Na problemy liberalnego systemu trzeba jeszcze więcej liberalizmu. Gdy czyta się te idiotyzmy, to można dojść do wniosku, że świat zwariował. Jeśli już mamy gromadzić ludzi w wielkich miastach, aby zwiększać ich produktywność, to może lepiej gromadzić ich w obozach pracy? Arbeit macht frei.

Na szczęście osiągnięcia informatyki podważają coraz silniej sens tego „systemu”. Mamy do czynienia z:

●demokratyzacją twórczości (cyfryzacja)

●demokratyzacją wytwórczości (3D)

●alternatywnymi systemami rozliczeń (waluty)

Istnieje nadzieja, że społeczeństwa same wytworzą alternatywne ścieżki rozwoju, nie zaglądając do The Economist.