Żaden rozsądny prokurator nie wniósłby oskarżenia przeciwko Hillary Clinton w tej sprawie. Żadne zarzuty nie są tu wskazane. Tak szef FBI skwitował „skrajne niedbalstwo” Hillary Clinton, która używała prywatnej skrzynki pocztowej wysyłając tajne wiadomości (co zostało w śledztwie potwierdzone). Co prawda piwnica jej nowojorskiego domu pani Clinton „to nieodpowiednie miejsce na umieszczenia serwera używanego do służbowych mejli”. Ale - zdaniem FBI - „nie ma żadnego dowodu na to, że Clinton albo jej współpracownicy zamierzali złamać prawo, tak samo jak nie ma dowodu, że hakerzy włamali się na jej konto clintonemail.com”. No to cały świat odetchnął z ulgą. Na szczęście „wyroki” FBI nie podlegają prawy precedensu. Inaczej na pewno usłyszelibyśmy wkrótce coś takiego: nie ma żadnego dowodu na to, że kierowca zamierzał zabić przechodnia na pasach – przecież sam mówi, że nie zauważył znaków!

Najciekawszą częścią tej opinii jest stwierdzenie dotyczące hakerów. Przekładając to z urzędniczego na ludzki należy tą wypowiedź przetłumaczyć następująco: naród jest tak głupi, że na pewno kupi od władzy każde zapewnienie. Tymczasem:

  1. Technologia przesyłania maili jest taka, że przesyłka przechodzi przez wiele serwerów i zazwyczaj jest przechowywana trwale na serwerze nadawcy i odbiorcy. Zapewnienie więc o braku dowodów w sprawie włamania na clintonmail.com to typowe dla polityków kłamanie przez uściślanie. Jeśli ktoś zapyta na przykład, czy rodzina Clintonów brała pieniądze od zagranicznych sponsorów w czasie gdy Clinton była sekretarzem stanu, to na pewno dowie się, że Hillary Clinton nie brała w tym czasie żadnych pieniędzy od obcych (bo brała je fundacja Clintonów).

  2. Wikileaks jest wyszukiwarka maili pani Clintom - łatwo znaleźć te ze słowem „CONFIDENTIAL” (na przykład: https://wikileaks.org/clinton-emails/emailid/12549). Widać to dla FBI nie jest ani dowód ani poszlaka.

  3. Przy okazji tej afery okazało się także, że Clinton publicznie kłamała i to w tak ważnej sprawie, jak atak na amerykańską placówkę dyplomatyczną w Bengazi.

Termin wydania opinii przez FBI nie jest przypadkowy. Zbliża się konwencja wyborcza Demokratów i trudno sobie wyobrazić namaszczenie Clinton na przyszłego Prezydenta USA bez zapewnienia, że nie będą jej w czasie kampanii ciągać po sądach. Ludzie rozsądni muszą trzymać się razem i nie można teraz atakować ich ostatniej nadziei.

Wraz z jej wyborem amerykańska demokracja ma szansę przejść na nowy „level”. Kiedyś jeden z prezydentów powiedział, że Ameryka współpracuje z różnymi draniami, bo to co prawda s...syny, ale „nasze s...syny”. Najwyraźniej ta zasada ma teraz według Demokratów obowiązywać także w polityce krajowej.

 

Skutkiem może być ułatwienie zwycięstwa Donaldowi Trumpowi. On oczywiście natychmiast zareagował, wyrażając współczucie wobec konkurenta Clinton – Bernie Sandersa. Zapewnił także, że część przemówień Sandersa mógłby sam wygłosić – bo w wielu kwestiach ich poglądy są zbieżne. Jednak ilość wyborców Sandersa deklarujących, że woli Trumpa od Clinton spadła z 20% do 8%. Medialna nagonka na Trumpa najwyraźniej jest skuteczna. Oczywiście Trump jest populistą w najgorszym tego słowa znaczeniu. Jego wypowiedzi na temat Latynosów i muzułmanów są wystarczającym dowodem. Nikt jednak nie zastanowi się nad tym, że kampania wyborcza Trumpa to ocena wystawiona amerykańskiej polityce. Ten facet po prostu gra według reguł. Czym się kończy złamanie tych reguł i traktowanie wyborców poważnie, możemy obserwować w Polsce. Ludzie czynu – a takim bez wątpienia jest Trump – myślą zadaniowo. Ma on przed sobą zadanie zostania Prezydentem i nie będzie wybrzydzał na dostępne środki do tego służace, ale stosował takie, jakie są skuteczne.

Największym problemem Trumpa nie jest wcale on sam, ale partia którą ma reprezentować. Nadal nie ma pewności, czy oni go poprą, ale nawet ich poparcie może być „pocałunkiem Judasza”. Ta partia jest w mniejszym stopniu opanowana przez „ludzi rozsądnych” niż Demokraci. Jednak ich miejsce zajmują ludzie po prostu głupi. Kiedyś jeden z czołowych polityków tej partii przyznał, że powołanie komisji senackiej w sprawie maili Clinton to część kampanii wyborczej.