Premier Rosji Miedwiediew opublikował obszerny artykuł na temat Ukrainy. Zwraca uwagę na kryzys gospodarczy (rysunek poniżej pokazuje dynamikę zmian PKB), dużą ilość uchodźców, wzrost radykalizmu, tysiące ofiar bratobójczych walk. Zdaniem premiera Rosji, Ukraina ma najtrudniejszy okres ma jeszcze przed sobą.

Spadek PKB wyniósł od 7-9%. Inne wskaźniki są równie niepokojące: 20 procent rocznej rocznej inflacji, redukcja o około 40% rezerw walutowych, wzrost cen za media od 50 do 200%, zamknięcie lub upadłość wielu dużych przedsiębiorstw, lawinowo rosnące zadłużenie (które przekroczy wkrótce 100% PKB).

Wpływowy amerykański polityk polskiego pochodzenia, Zbigniew Brzeziński odrzuca możliwość przyjęcia Ukrainy do NATO. Jego wizja rozwoju tego konfliktu to podręcznikowy wykład „proxy war”: wy się zabijajcie, a my was będziemy wspierać. A jak nie – to radźcie sobie sami? Nie ma tak dobrze. Zachód z pewnością pomoże Ukraińcom w pozbyciu się resztek własności. Doradca prezydenta Proszenki ogłosił: Naftohaz musi zostać sprzedany". Prezydencki urzędnik dodał także, że niezbędne jest podwyższenie detalicznej ceny gazu dla gospodarstw domowych i dla odbiorców przemysłowych ze względu na deficyt budżetowy. Pomimo kolejnych prób rozejmu, Ukraińcy nadal do siebie strzelają. Ludzie mogą umierać z głodu, ale na pociski pieniądze na pewno się znajdą.

Władimir Putin zwrócił się do parlamentu z propozycją cofnięcia zgody na wprowadzenie regularnych wojsk na Ukrainę. Dla odmiany Kongres USA przyjął prowojenną rezolucję. Zdaniem Rona Paula to „16 stron propagandy wojennej, które powinny wywołać rumieniec wstydu na twarzach konserwatystów”.

 

zobacz też:  Pomóż Obamie wywołać III wojnę światową.

 



 

Uhu ha, uhu ha – idzie zima zła. A zimą stary niedźwiedź mocno śpi i lepiej go nie drażnić. W Polsce wiedzą to nawet przedszkolaki....

 

Dziennikarzy Bloomberga nie powinno dziwić, że jedynym komentarzem Putina do „szokujących” spadków cen rubla i ropy jest stwierdzenie: „idzie zima”. Im zimniej, tym więcej gazu będzie musiała kupić Ukraina. A dzięki międzynarodowej pomocy nawet będzie mieć na to pieniądze. Pomimo więc „szokujących spadków” agencja S&P nie obniży ratingu Rosji - nawet jeśli wejdzie ona w recesję. Tak powiedział Christian Ester z komórki ratingów państw w agencji, tłumacząc, że Rosja dysponuje dostatecznymi „zewnętrznymi i fiskalnymi buforami”, które przemawiają za utrzymaniem jej obecnego ratingu.
Ta sama agencja
przewidywała niedawno, że nadwyżka handlowa Rosji zniknie w 2015 roku. Import będzie większy od eksportu - chyba że – i tu niespodzianka - ten pierwszy mocno wyhamuje w reakcji na słabnącego rubla. Import spadł w stosunku do roku ubiegłego o 10%. Nadwyżka handlowa zmniejszyła się we wrześniu 2014 do 12,95 miliardów USD w porównaniu z 16 mld USD rok wcześniej. Nie są to więc spadki wróżące „zniknięcie nadwyżki”. Zwłaszcza, że idzie zima zła.....

 

 

Na rysunku bilans handlowy Rosji.

 

Rosja zaproponowała UE obustronne wycofanie się z sankcji: Niczego nie chcemy od naszych europejskich partnerów. Jedyne, na co liczymy, to by wyszli z bezsensownej spirali sankcji i wkroczyli na drogę znoszenia restrykcji i "czarnych list", co z kolei pozwoliłoby nam odstąpić od naszych list. Sprzyjałoby to też uchyleniu przez nas zastosowanych kontrposunięć - powiedział Mieszkow.

Tą samą informację jeden z amerykańskich portali zatytułował „Rosja desperacko błaga UE” (Russia Makes A Desperate Plea To The EU), dodając wymowną ilustrację:

Dalej portal wylicza straty spowodowane niskimi cenami ropy (7%PKB). Jak to? To nie rynek ustala ceny? Kapitał jednak ma narodowość? Jak oni mogą pisać takie rzeczy?

Na początku lat 90-tych ubiegłego wieku Francja bardzo chciała wspomóc swoją firmę informatyczną Bull. Problem w tym, że uwarunkowania prawne nie pozwalały im na prostą dotację dla firmy, której udziałowcem było państwo. Pomoc biednej Polsce nie budziła kontrowersji. Więc Francja wspomogła Polskę, a ta zleciała firmie Bull komputeryzację naszego systemu podatkowego (menadżerowie Bull'a byli szczerze zdziwieni, że w ramach tej transakcji oczekiwaliśmy otrzymania działającego systemu).

 

Kilkanaście lat później Polska dokonała podobnego manewru. Kiedy w obliczu zbliżającej się zimy Rosja wstrzymała dostawy węgla na Ukrainę, Polacy pospieszyli z pomocą Ukrainie, której grosi klęska humanitarna. Przy okazji opróżniono składowiska węgla na kopalniach, a Polskie górnictwo dostało legalne wsparcie państwa.

 

Niestety jedna z tych historii jest prawdziwa, a druga to tylko mrzonki.

 

Prawdopodobnie wskutek nacisków ze strony UE, Serbia odbierze dopiero przyznane obywatelstwo ukraińskiemu oligarsze. Belgradzki dziennik "Blic" podał, że 29-letni Kurczenko, potentat na rynku prasowym i gazowym, otrzymał serbski paszport po przyspieszonej procedurze imigracyjnej, najpewniej w zamian za obietnicę wsparcia kulejącej gospodarki Serbii milionowymi inwestycjami. Po upadku Janukowycza, Kurczenko uciekł z kraju i – jak się okazuje schronił się w Serbii. Ta historia jest po prostu szokująca. Jakim sposobem 29-letni człowiek potrafił zdefraudować miliard dolarów!!! (O taką defraudację oskarża go Ukraina). Na Ukrainie to nie jest coś niebywałego. Oto fragment bardzo interesującej zresztą charakterystyki Julii Tymoszenko (tekst powstał w roku 2010): Szacuje się, że w ciągu dwóch lat ZESU zarobiła 2,5 mld USD, a według danych „Times” nawet 6 mld GBR. Problemy z określeniem majątku Julii są implikacją przyjęcia wymiany barterowej jako formy rozliczenia, dlatego też zamożna Tymoszenko nie była ewidencjonowana w zestawieniu najbogatszych ludzi Europy Wschodniej, a poza tym pozwalało to jej na dokonywanie niezgodnych z prawem machinacji finansowych, za które dzisiaj obywatele Ukrainy nie mają do niej zbyt wielkich pretensji, gdyż niemalże każdy wpływowy polityk ukraiński jest zamieszany w tego typu działalność, dlatego też określanie literalne dzisiaj Tymoszenko przez Juszczenkę złodziejką nie robi na nikim wrażenia i wpisuje się w ukraińską kulturę polityczną.

 

Niesamowite jest to, że powrót Tymoszenko do aktywności politycznej (jest przywódcą jednej z większych partii politycznych) został uznany za triumf demokracji. Czy aby na pewno taka demokracja jest lepsza od rządów "satrapy Putina" w Rosji?

Co się stało na szczycie G20 w Australii? Mędrcy świata nagle dostrzegli katastrofalną sytuację gospodarczą i polityczną? Po powrocie David Cameron przestrzega: "Świat jest na krawędzi kolejnego kryzysu. Jeszcze w piątek nie było widać jak „migają czerwone lampki” „na desce rozdzielczej światowej gospodarki”. Ale w Australii nagle zaczęły migać...

 

Jeszcze bardziej przerażające wizje snuje kanclerz Merkel, która jeszcze w Sydney ostrzegała „przed pożogą w Europie, która może być następstwem kryzysu na Ukrainie”.

 

Wygląda to na uwieńczenie scenariusza, który był już odgrywany wcześniej, gdy Tabloidy zdążyły ogłosić III Wojnę Światową i zwołane zostało nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa.

 

Kiedy na dodatek Gajowy postanowił wygłosić w piątek orędzie do narodu, można się było spodziewać najgorszego. Na szczęście „prezydentowi wszystkich Polaków” chodziło tylko o to, żeby ci gorsi Polacy poparli partię tych lepszych Polaków.

 

O co chodzi w tej wojennej grotesce i dlaczego Putin musi odgrywać rolę Hitlera?

 

Wyjaśnił to David Cameron we wspomnianym wyżej tekście: jest na to jedno lekarstwo: więcej wolnego handlu. Kiedyś było: mówisz „partia”, myślisz „Lenin”. Teraz jest: mówisz „wolny handel”, myślisz TTIP.

 

 

 

Na wojnie giną ludzie, więc politycy przynajmniej w obliczu śmierci mogliby zachowywać się poważnie. Tymczasem w związku z sytuacją na Ukrainie trwa jakaś totalna farsa.

Od kilku dni Ukraińcy informują o rozwijającej się inwazji wojsk rosyjskich. Potwierdziło te ruchy wojsk OBWE, a następnie NATO. Ukraińcy są pewni, że Rosjanie przygotowuję wielką ofensywę. Tabloidy zdążyły tymczasem już ogłosić III Wojnę Światową. Zwołane zostało nadzwyczajne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa.

Tymczasem Rosjanie cały czas stanowczo zaprzeczają tym doniesieniom. Minister Ławrow zaprzeczył temu, że rosyjskie wojska są na Ukrainie. Pomimo regularnych oskarżeń pod adresem Rosji – obecność rosyjskich wojsk nigdy nie została potwierdzona w sposób wiarygodny. Tak jest i tym razem. W czasie konferencji prasowej w Białym Domu dziennikarze na próżno domagali się dowodów.....

Cokolwiek powiesz - może być użyte przeciw tobie...

Znana z filmów amerykańskich reguła ma mocne zastosowanie w polityce.

Niedawno cała Polska zatrzęsła się z oburzenia: Putin usprawiedliwia pakt Ribbentrop-Mołotow – twierdząc, że Polacy zasłużyli sobie na to udziałem w rozbiorze Czechosłowacji. W rzeczywistości wypowiedź Putina nie była szokująca, a co najwyżej kontrowersyjna. Mówił on o tym, że oceniając wspomniany pakt, należy unikać błędu historycyzmu (ocenę minionego zdarzenia w dzisiejszych realiach, bez uwzględnienia kontekstu historycznego). Mówił, że wówczas tego rodzaju działania nie były niczym nadzwyczajnym, a porozumienie Polski z Niemcami w sprawie Zaolzia jest tego przykładem. Wspomniana kontrowersyjność sprowadza się zaś do publicystycznego języka, jakiego Putin użył (wypowiedź była w formie odpowiedzi na polską krytykę paktu).

 

O wiele poważniejszą kwestią, przy której wystąpiły problemy językowe, jest uznanie wyborów w zbuntowanych republikach ukraińskich. Uznanie tych wyborów byłoby równoznaczne z akceptacją rozpadu Ukrainy. Biorąc pod uwagę zaangażowanie Rosji oraz prawdopodobne pójście tych republik w ślady Krymu – można by to nawet uznać za potwierdzenie najgorszych oskarżeń pod adresem Rosji. Media poinformowały, że Rosja uznała wybory po tym, gdy rosyjskie MSZ ogłosiło, że „szanuje” wynik wyborów. Okazuje się jednak, że poproszony o doprecyzowanie, czy można postawić znak równości między słowami "szanujemy" i "uznajemy", doradca Władimira Putina odparł, że "są to różne słowa". - Słowo "szanujemy" zostało użyte świadomie - podkreślił.

 

 

Historia Polaków i Ukraińców widziana z perspektywy pogranicza jest bardzo pouczająca. Najkrócej mówiąc jest kumulacją efektu braku przywództwa mądrych elit. Ta teza pozostanie jeszcze jednym komunałem, jeśli nie towarzyszy jej zrozumienie tego, jakie znaczenie ma mądrość w historii narodów. Odwołam się tutaj do autorytetu Jana Pawła II. Po pierwsze dlatego, że jest to przykład mądrości, a po drugie dlatego, że on dokładnie wyjaśnił jaka jest rola elit u władzy. Mówił wielokrotnie o tym, że władza powinna zapewnić społeczeństwu warunki rozwoju i wzrastania. „Zapewnić”, to nie to samo co „dać” (to nieporozumienie prowadzące do socjalizmu). Chodzi o takie ukierunkowanie energii społeczeństwa, aby każdy miał świadomość, że „nie żyje tylko dla siebie, nie produkuje dla siebie, ma bogacić społeczeństwo”. Ujmując rzecz skrótowo można stwierdzić, że to jest personalistyczna wizja społeczeństwa. Społeczeństwa, na którego historię składają się losy ludzi. Jej przeciwieństwem jest historia pisana przez mechanizmy i procesy. Takiej historii uczy się w szkołach. Nasze pseudo-elity są wystarczająco inteligentne, aby wpływać na zachodzące procesy, wykorzystując istniejące mechanizmy lub tworząc je pod swoje potrzeby. Ale są zbyt głupie (stąd przedrostek „pseudo-”), aby dostrzec problem adekwatności swych działań.

 

Mądrość to umiejętność wyboru właściwej strategii działania. Cele człowieka mądrego i głupiego mogą być równie szlachetne. Obaj mogą chcieć czynić dobro, ale chęci nie wystarczą. Gdy człek jest głupi, to jego „chęciami jest piekło wybrukowane”. W skrajnym przypadku głupcy w imię dobra społeczeństwa potrafią w pełni świadomie krzywdzić wielu ludzi. Historia Polski i Ukrainy jest pełna przykładów na takie działania. Także historia najnowsza.

 Ukraińskie reformy to fikcja – twierdzi dziennikarz Obserwatora Finansowego, Michał Kozak: Żeby dostać jeszcze więcej pieniędzy z Zachodu, ukraińskie władze ogłosiły program zmian „Strategia 2020”. Jeśli jednak przyjrzeć się szczegółom, to okazuje się, że za reformatorskim zapałem kryje się chęć nabicia kieszeni polityków z Kijowa pieniędzmi zachodnich podatników, a sama strategia to zbiór ogólników i pobożnych życzeń.

Ta ocena nie jest pochopna. Wynika z analizy dokumentu i uwzględnia opinie ukraińskich specjalistów: Rozumiem, że ludzie, którzy to pisali, żyją poza granicami rzeczywistości i nawet nie chcą się do niej zbliżyć – komentował prezydenckie zapowiedzi Andriej Nowak, szef Komitetu Ekonomistów Ukrainy, przywołując przykłady Chin, którym podwojenie PKB zajmuje osiem, dziewięć lat, oraz Rosji, która mając zaplecze w postaci złóż ropy i gazu ziemnego, w 2003 r. stawiała sobie za zadanie podwojenie PKB w ciągu 10 lat.

Zapewne ani profesor ani dziennikarz nie mieli do czynienia z „wnioskami unijnymi”. Może i liczby nie są realne. Ale konkretne wskaźniki celu są. Przeciwdziałanie wykluczeniu jest. Standardy unijne są. A jeśli do PKB – zgodnie z najnowszymi tryndami doda się przestępczość, to i wskaźniki wzrostu okażą się realne.

Po wyborach parlamentarnych i podpisaniu umowy stowarzyszeniowej, sytuacja polityczna na Ukrainie nieco się poprawiła. Wyborcza klęska skrajnych nacjonalistów i uznanie wyborów przez Rosję otwiera możliwości stabilizacji. Jednak sytuacja gospodarcza jest bardzo trudna. Bez planu pomocowego na dużą skalę, Ukraina zbankrutuje jeszcze tej zimy. Do końca roku dług państwa przekroczy 60 proc. PKB, a deficyt budżetowy – 6,3 proc. PKB. Gdyby brać pod uwagę tylko te dane, o bankructwie nie ma mowy. W Europie co najmniej kilka państw ma gorsze wyniki. Znacznie bardziej zadłużona jest na przykład Francja. Ukraina w przeciwieństwie do gospodarek zachodnioeuropejskich nie ma jednak pieniędzy.

 

Wszyscy boją się nowego Majdanu. O ile dziś Poroszenko i Jaceniuk są w stanie na fali patriotyzmu odbudować swój mandat do rządzenia, o tyle zima, perspektywa braku ogrzewania i słaba waluta mogą doprowadzić do niepokojów.

 


Rosjanie piszą o tym w kontekście umowy stowarzyszeniowej z UE, która wchodzi w życie 1 listopada (UE – Ukraina: „utopia 2020” i gospodarka realna).

 

 

 

 Wybory parlamentarne nie zostały na Ukrainie poprzedzone jakąkolwiek formą złagodzenia konfliktu między wschodem a zachodem kraju. Twarde stanowisko prezentują przedstawiciele władz Ukrainy. Także separatyści liczą na rozpad kraju. Jeśli armia ukraińska użyła w bomb kasetowych, to trudno sobie wyobrazić pojednanie między walczącymi takimi metodami stronami.

 

Trwające akty przemocy są w chwili obecnej absurdalne, gdyż nie wydają się prowadzić do jakichkolwiek korzyści dla żadnej ze stron. Liczne są natomiast sygnały wskazujace na możliwość i chęć znalezienia kompromisu. Ostatnio rosyjski Szef Dyplomacji Ławrow oświadczył, że Rosja nigdy nie kwestionowała prawa Ukrainy do nawiązania ściślejszych więzi z Unią Europejską [...]. Według niego, Moskwa chce jedynie uniknąć ryzyka, jakie może nieść dla Rosji integracja ekonomiczna Ukrainy z UE.

 

Jeśli Rosja uzna wybory parlamentarne, pomimo nie przeprowadzenia ich na terenach kontrolowanych przez separatystów, ci ostatni znajdą się w trudnej sytuacji politycznej.

 

[Uzupełnienie 28-10]

Wstępne wyniki (na podstawie sondaży):

 

  • Blok Piotra Poroszenko - 23,1%
  • Front Ludowy (Jaceniuka) - 19,7%
  • Samopomoc (mera Lwowa) - 11%
  • Blok opozycyjny (obejmujący dawną Partię Regionów) - 9,9%
  • Partia Radykalna Oleha Laszko - 6,6%
  • Batkiwszczyzna (Julia Tymoszenko) - 5,7%
  • Swoboda (partia nacjonalistyczna) - 5,8%

 

W Przemyślu grupa studentów z Ukrainy zademonstrowała swój patriotyzm odwołując się do tradycji UPA. Wywołało to naturalne wzburzenie wśród wielu Polaków, którzy pamiętają okropności czasów, gdy naszych przodków „piłami rżnęli”. Do Przemyśla i Rzeszowa zjechały się grupy narodowców, którzy podsycają to oburzenie demonstracjami. Studenci przeprosili za swe zachowanie i zgłosili się do prokuratury. Obawiają się o swoje życie. Przywódcy demonstracji podkreślają, że im chodzi o sprzeciw ideologii, a nie podżeganie do odwetu. Może to i prawda. Ale czy są pewni reakcji wszystkich, których podburzają?

 

Czy ktokolwiek zastanawia się, skąd studentom przyszedł do głowy taki głupi pomysł?

 Minister spraw zagranicznych Rosji Ławrow spotkał się w Paryżu z sekretarzem stanu USA Johnem Kerrym. Słowo „reset” nie padło, ale dużo było o współpracy i wspólnym rozwiązywaniu problemów.

Tymczasem na Ukrainie wymyślono, żeby rocznica powstania UPA była świętem państwowym (o czym „polskie” media „zapomniały” poinformować Polaków). Ukraińcy uczcili ten dzień marszami, które przerodziły się w zamieszki.

 

Ponieważ z powodu walk w Donbasie, tamtejsze kopalnie nie pracują normalnie, Ukraina musi kupić węgiel na zimę. Jednak polski węgiel nie jest dla nich dość dobry. Podobnie zresztą jak polska wieprzowina. Kwitnie za to eksport broni do Rosji – między innymi z Wielkiej Brytanii oraz ….. Ukrainy!

 

PS

[dopisek 15X2015 18:50]

 

Słyszymy, że jest zainteresowanie polskim węglem ze strony ukraińskiej, ale pod warunkiem, że będzie za darmo. Jestem tym zdegustowany, żeby tego nie nazwać mocniej. Widać wyraźnie, że także w imporcie węgla strona ukraińska jest zainteresowana umiędzynarodowianiem konfliktu - mówił na antenie TOK FM Janusz Piechociński. Ukraina bowiem, mimo podpisania kontraktu na dostawę stu tysięcy ton polskiego węgla, kupiła paliwo od Rosji i negocjuje zakup kolejnych ton surowca z RPA.

 

 

 

W Soczi odbyły się po raz pierwszy wyścigi samochodowe Formuły 1. Rosja ma też duże szanse na zorganizowanie mistrzostw świata w siatkówce w 2018 roku. Już wcześniej (w roku 2012) podjęto decyzję o organizacji w tym kraju najbliższych mistrzostw świata w piłce nożnej. Władimir Putin będzie też obecny na szczycie G20 w listopadzie.

 

Wczoraj prezydent Ukrainy Petro Poroszenko potwierdził, że w tym tygodniu będzie rozmawiał z Władimirem Putinem w Mediolanie. Do spotkania ma dojść w czwartek lub w piątek, przy okazji szczytu Europa - Azja. Mają w nim także uczestniczyć kanclerz Niemiec Angela Merkel oraz premierzy Wielkiej Brytanii i Włoch, David Cameron i Matteo Renzi. Prezydent Poroszenko zasugerował wczoraj, że przyszły tydzień będzie decydujący dla rozwiązania konfliktu na wschodzie Ukrainy. Powiedział, że osiągnięto porozumienie z Rosjanami i że mają oni wziąć pod kontrolę zbrojne grupy, które mimo ogłaszanego już kilkukrotnie zawieszenia broni nadal ostrzeliwują ukraińskie wojska i miejscowości. Pod koniec tygodnia w Mediolanie odbędzie się szczyt Europa – Azja. Mają w nim uczestniczyć kanclerz Niemiec Angela Merkel, prezydent Ukrainy, oraz premierzy Wielkiej Brytanii i Włoch. Prezydent Poroszenko liczy na to, że Rosjanie „wezmą pod kontrolę” zbrojne grupy, które mimo ogłaszanego już kilkukrotnie zawieszenia broni nadal ostrzeliwują ukraińskie wojska i miejscowości. Uzasadnieniem dla nałożenia sankcji na Rosję było dotąd oskarżenie nie tylko o wspieranie, ale i kontrolowanie separatystów.

 


(AFP)

Na Ukrainie obserwujemy dziwne odwrócenie ról. Premier apeluje na forum ONZ o podtrzymanie sankcji i twierdzi, że Krym był jest i będzie ukraiński. Prezydent w tym czasie planuje reformy państwa, mające na celu przybliżenie ich do Unii Europejskiej: do 2020 roku Ukraina powinna zrealizować reformę antykorupcyjną, sądowniczą, podatkową, obronną i spraw wewnętrznych, zdecentralizować władze oraz uprościć warunki prowadzenia biznesu.

 

Według Prezydenta: „Alternatywa dla przemian jest jedna. Bez reform mamy tylko jedną drogę – do Rosji”. Nie jest to jednak wyrazem polityki konfrontacji. Proszczenko twierdzi, że nie będzie powrotu do działań militarnych i zapowiada spotkanie z prezydentem Putinem.

 

Proeuropejskie nastawienie Kijowa skomentował jeden z rosyjskich dyplomatów: Widzimy - naturalnie - pragnienie politycznych i biznesowych elit, znacznej części Ukrainy. Wszelako widzimy też, jaki jest stan społeczeństwa ukraińskiego […] W każdym razie Ukraina powinna rozwiązywać swoje problemy z Rosją. W Polsce stanowisko to zostało nazwane „grożeniem palcem”.

Polskie media ekscytują się kłopotami gospodarki Rosji (można się uśmiać do łez, czytając o strasznym, bo przekraczającym 5% bezrobociu). Niewiele natomiast mówi się o Ukrainie. Czyżby wojenna ekonomia sprawiła nagłe uzdrowienie gospodarcze naszego sąsiada?

 Za odpowiedź może posłużyć decyzja Rady Dyrektorów MFW, która zdecydowała się wstrzymać "na czas nieokreślony" wypłatę kolejnej transzy przyznanego kredytu.

 Wydawać się mogło, że z ekonomicznego punktu widzenia ten kredyt nie ma sensu, a tym razem chodzi głównie o pomoc dla państwa w trudnej sytuacji politycznej. Nic bardziej mylnego. Jak zauważa John Helmer na swoim ciekawym blogu poświęconym Ukrainie, MFW nie ma poczucia humoru. Cytuje on jednego z finansistów: „trudne czasy wymagają trudnych działań i ten rząd zobowiązuje się do reform”. „Reformy” MFW można by dopisać do zestawu rzeczy pewnych – obok śmierci i podatków. Problem w tym, że takim kraju jak Ukraina trudno kontrolować wydawanie pieniędzy. Więc próby reform w stylu MFW są absurdem, który dostrzegają urzędnicy. Czemu więc pożyczają? Zapewne z powodu politycznych nacisków.

 

Co można ugrać przy użyciu MFW w kraju, w którym prawie wszystko już jest rozkradzione (czytaj „sprywatyzowane”)? Właśnie że nie nie wszystko!

Niedawno senat USA poparł gwarancje kredytowe “U.S. Agency for International Development” dla rozwoju przemysłu naftowego i gazowego na Ukrainie. O interesy USA w tym zakresie zadba z pewnością syn wiceprezydenta Joe Bidena, R. Hunter Biden, który niedawno znalazł się w zarządzie ukraińskiej spółki naftowo-gazowej Burisma, zarejestrowanej na Cyprze.

Ukraina ma też olbrzymie połacie żyznej ziemi. Istnieją podejrzenia, że „bratnia pomoc” MFW może się też wiązać z próbą wprowadzenia na Ukrainie GMO (roślin modyfikowanych genetycznie). Amerykańska firma Mosanto, która jest monopolistą w tej dziedzinie, już w roku 2013 zainwestowała na Ukrainie 130mln dolarów,

 

Na wspomnianym blogu Johna Halmera można znaleźć też informuje o najnowszych wynikach badań społecznych na Ukrainie. Większość Ukraińców chce pokoju, a nie wojny. Tracą więc poparcie ugrupowania i politycy jawnie dążący do wojny (w tym premier i „Prawy Sektor”). Utrzymuje się poparcie dla prezydenta Poroszenko (46% ocenia go pozytywnie; 26%, negatywnie; 24% neutralnie). Na pytania o zmiany po jego wyborze, 48,4% wskazało poprawę stosunków Ukrainy z USA, 46% na poprawę stosunków z UE. Ale aż 60% twierdzi, że nie ma żadnej poprawy w warunkach życia, a 24% stwierdziło, że korupcja stała się jeszcze większa. Nic więc dziwnego, że pieniądze z MFW znikają tam jak w czarnej dziurze.

 

Powyższa grafika pochodzi z blogu Johna Helmera.

 Parlament Ukrainy uchwalił kilka bardzo ważnych ustaw. Zaakceptowano umowę stowarzyszeniową z UE, wprowadzono autonomię dla Donbasu oraz ogłoszono amnestię dla separatystów. Pomimo, że jest to prawdopodobnie realizacja porozumienia z Mińska, wicepremier samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DRL) oświadczył, że oni już nie mają i nie chcą mieć nic wspólnego z Ukrainą. Być może był to tylko emocjonalny komentarz spowodowany tym, że zbyt dużo krwi i zbyt dużo nienawiści wylało się w tym konflikcie. Jeśli jednak ta wypowiedź była częścią gry politycznej uzgodnionej z Moskwą (bez której istnienie DRL nie ma sensu), może to być reakcja na kolejne sankcje „zachodu”. Widać naprawiaczom świata z Waszyngtonu i Brukseli jeszcze mało i chcą doprowadzić do całkowitej destrukcji Ukrainy. Potwierdzeniem tego może być wycofanie się Rosji z rozmów na temat dostaw gazu, które miały rozpocząć się w sobotę w Berlinie. Polscy politycy i komentatorzy także najwyraźniej nie zeszli jeszcze na ziemię. Zbigniew Kuźmiuk pieje z zachwytu nad "europejskim wyborem Ukrainy”. Minister Sikorski uznał przyjęte rozwiązania „jako uleganie argumentowi siły”. Inaczej ocenia to szefowa Europejskiej Akademii Dyplomacji - L. Pisarska, według której „ustawy o Donbasie to próba ratowania sytuacji w obliczu porażki Ukrainy”.

 

Pojawiła się (nie potwierzona) informacja o rozformowaniu ukraińskiego batalionu Ajdar (www.kresy.pl): "Ktoś chce, żeby batalion był jakkolwiek zatrzymany [w swoich działaniach]. Z frontu zabierają mnie na te wykłady, na te posiedzenia, a ktoś siedzi z tyłu i rozpowszechnia na temat batalionu kłamliwe informacje" - mówi dowódca batalionu Sierhij Melnyczuk. Wg niego komuś przeszkadza to, że batalion ma przejść do ofensywy.

Oczywiście, że komuś przeszkadza – w końcu mamy zawieszenie broni. Polskie media podały niedawno, że „11 bojowników zginęło po ogłoszeniu rozejmu. Rosja gromadzi siły w rejonie Krymu”. Bojownicy byli z batalionu Ajdar i jedyne informacje o incydencie pochodziły z batalionu Ajdar. Nie wiadomo też nic o tym, jakie działania podjął ten batalion po zawieszeniu broni, któremu walczący w nim ludzie są stanowczo przeciwni (a zwłaszcza amnestii).

Wyjaśnienie przyczyn ich „rozformowania” można znaleźć na stronach Amnesty International:Ajdar jest jednym z ponad trzydziestu tak zwanych batalionów ochotniczych, które pojawiły się podczas konfliktu i zostały luźno zintegrowane z ukraińskimi strukturami bezpieczeństwa, z zamiarem odzyskania obszarów zajętych przez separatystów.

Amnesty International udokumentowała rosnącą falę nadużyć, w tym porwań, bezprawnego przetrzymywania, znęcania się, kradzieży, szantaży i możliwych egzekucji dokonywanych przez batalion Ajdar. Niektóre z tych działań mogą być zbrodniami wojennymi.

Organizacja wzywa władze Ukrainy do objęcia wszystkich ochotniczych batalionów, w tym Ajdaru, efektywną kontrolą i dowodzeniem, niezwłocznego zbadania wszystkich zarzutów dotyczących nadużyć oraz pociągnięcia winnych do odpowiedzialności.

Ukraiński premier zobowiązał się w imieniu rządu do pociągnięcia wszystkich sprawców nadużyć do odpowiedzialności.


Na zdjęciu (źródło) dwóch bojowników batalionu Ajdar.

Prezydent Ukrainy wydał oświadczenie w związku z zawieszeniem broni:

Międzynarodowe negocjacje w jakich uczestniczyłem w Brukseli i Mińsku wykazały silne dążenia do pokojowego rozwiązania konfliktu w Donbasie środkami polityczno-dyplomatycznymi. Taki sam nastrój dominuje podczas moich spotkań światowymi przywódcami na szczycie NATO w Walii.
Cały świat chce pokoju, cała Ukraina chce pokoju, w tym miliony mieszkańców Donbasu.
Życie ludzkie jest największą wartością. Musimy zrobić wszystko, co możliwe i niemożliwe aby zakończyć rozlew krwi i położyć kres cierpieniu ludzi.
Biorąc pod uwagę apel o zawieszenie broni prezydenta Rosji Władimira Putina, skierowany do szefów nielegalnych grup zbrojnych z Donbasu i podpisanie protokołu na posiedzeniu Trójstronnej grupy kontaktowej w sprawie realizacji planu pokojowego prezydenta Ukrainy, wzywam szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy do zaprzestania ognia począwszy od 18:00, 5 września.

Poleciłem także Ministrowi Spraw Zagranicznych Ukrainy, aby wspólnie z OBWE zapewnił skuteczną międzynarodową kontrolę nad przestrzeganiem przez obydwie strony zasad zawieszenia broni.
Mam nadzieję, że te umowy, w tym zawieszenia broni i uwolnienia zakładników, będą ściśle przestrzegane.

 Rosyjski portal anglojęzyczny  rt.com podaje więcej informacji o osiągniętym porozumieniu:


W Mińsku zgodzono się w trzech kluczowych kwestiach:

  1. zawieszeniu broni,
  2. wymianie jeńców wojennych
  3. umożliwieniu pomocy humanitarnej,

Według szacunków podanych przez ambasadora Rosji na Ukrainie Michaiła Zurabowa, wymiana jeńców może dotyczyć ponad tysiąca osób po każdej ze stron. Pomoc humanitarna ma być dostarczana wyznaczonymi korytarzami (samochodami lub koleją).

Nie osiągnięto porozumienia w kwestii podstawowej: statusu południowo-wschodnich regionów: Samozwańczych „republik ludowych” Donieckiej (DRL) i Ługańskiej, które chcą utworzenia autonomicznego regionu "Nowa Rosja".

Według Alexander Zaharchenko – premiera DRL, to nie była w rozmowach kwestia priorytetowa: „Najważniejsze teraz jest, aby powstrzymać rozlew krwi".

Zawieszenie broni zostało z zadowoleniem przyjęte przez OBWE oraz ONZ.

Całe porozumienie zawiera 12 punktów. Jak dotąd nie zostało ono opublikowane. Z dostępnych informacji wiadomo, że poza zawieszeniem broni mowa jest o wycofaniu wojsk, wymianie więźniów i międzynarodowym nadzorze przestrzegania rozejmu.

Prezydent Petro Poroszenko w Walii wydał krótkie oświadczenie (po angielsku - do obejrzenia na youtube.com/watch?v=4xSbVVWaP2c), w którym powiedział, że Ukraina jest gotowa rozpocząć proces pokojowy, w tym na decentralizację władzy, wolność gospodarczą i gwarancji poszanowania języka i kultury dla mniejszości. Wspomniał też o amnestii.

W Święto Niepodległości w Doniecku urządzono paradę jeńców. Im nie wystarczy pokonanie przeciwnika, ale muszą go upokarzać. Niezgodnie zresztą z Konwencją Genewską. Nie wiadomo, co gorsze w tym przypadku: sowiecka mentalność tych ludzi czy bezdenna ich głupota. Propaganda Kijowa mówi, że nie ma tam żadnej wojny domowej, tylko walka z terroryzmem. Zachowując się jak sowiecka dzicz separatyści tylko dodają argumentów swoim wrogom.

 

Ta głupota znajduje potwierdzenie także w tym, że nie podjęto żadnych kroków ku temu, by w Mińsku w negocjacjach była reprezentacja separatystów. Taka bezwarunkowa zgoda na to, by ich reprezentował szef ościennego kraju (Putin) nie może być odebrana pozytywnie. Ci ludzie chyba nie zdają sobie sprawy z tego, że ta wojna nie rozstrzyga się na polach bitew.

 

Na Ukrainie trwa wojna domowa. To proste stwierdzenie wydaje się wyrażać coś zupełnie oczywistego. Tymczasem jesteśmy cały czas pod działaniem propagandy, która mówi, że to jest wojna z terrorystami. A terrorysta to coś jak Marsjanin – tyle, że można (a nawet trzeba) go zabić.

 

W tej sytuacji warto odnotować głos otrzeźwienia, który zaważyli (i przetłumaczyli na język polski) publicyści portalu kresy.pl. Jest to wywiad z ukraińskim generałem Rubanem. W najciekawszym fragmencie wchodzi on w polemikę z dziennikarką:

- Dla Pani sześć milionów mieszkańców obwodu ługańskiego i donieckiego nagle stało się wrogami?

- Nie, cywile nie są wrogami.

- A ci, co chodzą z bronią – jest ich 15 tysięcy – to wrogowie?

- No, ogólnie, to tak. To ludzie, którzy zagrażają życiu i zdrowiu cywilów.

- Armia zagraża życiu i zdrowiu cywilów. Po to ona jest. Oficerowie, którzy kończą akademie wojskowe, - to profesjonalni zabójcy, jak by oni mogli o tym nie wiedzieć? Nie wiedziała Pani? To nie człowiek, który chodzi z flagą na paradzie, to człowiek, który w okopie zabija innego człowieka.

Oni tego się uczyli, tak samo, jak ja – pilot-strzelec. Piękne słowo, zdążyliśmy przywyknąć. Zabierzcie słowo pilot i zrozumcie, że ja – strzelec. Co powinienem robić? – Strzelać.

Nie odnoszę się do tych ludzi tak, jak Pani odnosi się do wrogów. Łatwo Pani patrzeć z tej pozycji. A ja tych ludzi już dawno znam. Tam są oficerowie, tam weterani wojny afgańskiej, z którymi protestowaliśmy przeciwko Janukowyczowi. Tam są ludzie, z którymi staliśmy na Majdanie. Na Euromajdanie. Ale my tego tak nie nazywaliśmy.

TVP2 pokazała wczoraj film kolejny odcinek filmu BBC, poświęcony Hitlerowi jako przywódcy Niemiec: Złowroga charyzma Adolfa Hitlera – miliony prowadzone ku przepaści. Główną myśl filmu można ująć w jednym zdaniu: Niemcy nie zostali zahipnotyzowani przez szaleńca, ale poparli charyzmatycznego przywódcę, który poprowadził ich ku zwycięstwom.

Niby to oczywistość, ale my wolimy wierzyć w mity. To jednak utrudnia zrozumienie historii, utrudnia dotarcie do głębszych procesów i przyczyn. Uniemożliwia wyciągnięcie nauki na przyszłość.

Gdyby po zajęciu przez Hitlera Francji, Brytyjczycy uznali jego sukces i usiedli do stołu rokowań, to Rzesza Niemiecka trwałaby zapewne do dzisiaj (a Polaków jako narodu by nie było). Kontynuowanie walki pod dowództwem Brytyjczyków było więc nie tylko słuszną, ale i jedyną rozsądną opcją dla Polski. Polacy pokazali, że mając do wyboru jedno rozwiązanie, są w stanie postępować racjonalnie.

 

Niestety zazwyczaj rzeczywistość jest dużo bardziej skomplikowana. A wtedy zaczyna się problem.

 

Historia konfliktu ukraińskiego nie jest zdeterminowana. Jednak od początku przeważał wariant proponowany Niemcom przez Władimira Putina: dogadajmy się między sobą, a Amerykanie idą w odstawkę. Gdy pojawiły się pogłoski o negocjacjach Niemiec z Rosją, Francuzi zrobili wszystko, by znaleźć się po właściwej stronie. Obawiając się, że podtrzymanie kontraktów zbrojeniowych może nie być wystarczająco jasnym sygnałem, prezydent Hollande wezwał Ukrainę do umiarkowania w działaniach wobec separatystow. Sprawa stała się zupełnie oczywista dla wszystkich, oczywiście poza amerykańskimi mapetami w Polsce.

 

Według brytyjskiego czasopisma The Independent, Niemcy prowadzą tajne negocjacje z Rosją, mające na celu zakończenie kryzysu na Ukrainie. Celem negocjacji jest według brytyjskich dziennikarzy „plan pokojowy” dotyczący dwóch głównych kwestii: granic Ukrainy i zapewnienie temu państwu warunków wzrostu gospodarczego – między innymi poprzez nową umowę gazową. Krótko mówiąc Rosja ma zapłacić gazem za Krym. Oznaczałoby to jednak uznanie aneksji Krymu, co „dla niektórych członków ONZ” może być trudne do zaakceptowania. Rosja ma zaprzestać wspierania separatystów, a wschodnie regiony uzyskać większą autonomię. Ukraina zrezygnuje ze współpracy z NATO, w zamian za co Rosja zaakceptuje zacieśnianie współpracy między Ukrainą i Unią Europejską.

Negocjacje są chwilowo wstrzymane – ale nie zerwane - ze względu na zestrzelenie cywilnego samolotu nad Ukrainą.

Podżegacze wojenni w Polsce określili ten „plan pokojowy” mianem „paktu Merkel-Putin” (skojarzenia oczywiste). Z kolei - jak informuje portal kresy24.pl - Ukraińskie media przypominają, że niemiecka kanclerz Angela Merkel wyraziła zadowolenie z przyjętej we wtorek przez ambasadorów państw UE w Brukseli decyzji o nałożeniu na Rosję sankcji. Według niej, teraz to od rosyjskich władz zależy, czy wybrana zostania droga współpracy. UE może w przyszłości ponownie rozważyć swoje decyzje, ale oczekuje od Moskwy „dodatkowych kroków”.

Po zajęciu koszar wojskowych w ręce separatystów wpadły między innymi nowoczesne systemy przeciwlotnicze. Prawdopodobnie przy użyciu jednego z nich zestrzelono wczoraj malezyjski samolot z blisko 300 osobami na pokładzie lecący z Amsterdamu. Padają oskarżenia pod adresem Putina, że to jego rakiety dokonały tego aktu barbarzyństwa.

Normalnie uzbrojenie przeciwlotnicze jest zintegrowane z całym systemem śledzenia ruchu powietrznego. Nie ma wówczas możliwości omyłkowego zestrzelenia samolotu. W rękach cywili taka broń jest jak naładowany rewolwer w ręku dziecka – nie wiadomo co się stanie. Tym bardziej zadziwiające jest, że nie zamknięto tego obszaru dla ruchu cywilnego.

Podsłuchane rozmowy między separatystami nie pozostawiają wątpliwości, że to oni zestrzelili samolot - prawdopodobnie sądząc, że to ukraiński samolot transportowy.

 

Bojownik: Jeżeli chodzi o ten samolot, w okolicach Śnieżnego-Thoreza. Okazało się, że jest to pasażerski. Spadł w rejonie Grabowa, tam jest kupa trupów, kobiet i dzieci. Teraz kozacy tam wszystko oglądają. [...]

Koricin: To znaczy, że szpiegów zawozili. Po ch..j latali, teraz tu wojnę mamy, k...wa.

 

Nie da się jednak wykluczyć tego, że wykonawcy wiedzieli co robią. To jest bowiem kolejny zadziwiający zbieg okoliczności. Podróż Putina do Ameryki Południowej, zakończona utworzeniem przez kraje BIRCS Nowego Banku Rozwoju, wręcz ośmiesza politykę izolowania Rosji. Następuje gwałtowne pogorszenie się relacji amerykańsko-niemieckich – w przeciwieństwie do zacieśniających się więzi niemiecko-rosyjskich. Głupie pogłoski o wysokich stanowiskach dla antyrosyjskich podżegaczy w Polsce to też może być element politycznej gry (łagodzący nagły zwrot w polityce niemieckiej). Wojna na Ukrainie nikomu nie jest już potrzebna. Jeden celny strzał i zmienia się wszystko. Nie można więc wykluczyć tego, że rzeczywiście prezydent Rosji o tej akcji wiedział lub ją nakazał. Tak samo zresztą jak jego odpowiednik po drugiej stronie globu, bandyta Obama - także jest do tego zdolny.

 

Tego samego dnia wojska izraelskie rozpoczęły inwazję lądową w Strefie Gazy. W tym przypadku także mamy zadziwiający zbieg okoliczności: zabicie chłopców żydowskich stało się pretekstem do gwałtownego zakończenia kolejnego "pokojowego procesu".

Słynny przed laty sprawozdawca sportowy Jan Ciszewski potrafił snuć opowieść o meczu luźno związaną z tym, co dzieje się na boisku. Podobnie wyglądają relacje z Ukrainy. Trwa tam ofensywa wojsk ukraińskich, które walczą z separatystami (w oficjalnej propagandzie: z terrorystami).

Działania te według Rosjan wyglądają następująco:

Trwa tam operacja wojskowa, rośnie liczba ofiar, niszczona jest infrastruktura cywilna.

A to wersja ukraińska:

W ciągu ostatniej doby pododdziały sił operacji antyterrorystycznej wyzwoliły cztery miasta obwodu donieckiego: Słowiańsk, Kramatorsk, Drużkiwkę i Konstantynówkę. Nad budynkami rad miejskich podniesiono flagi państwowe Ukrainy.

I jeszcze do kompletu wersja separatystów:

Przewodniczący Rady Najwyższej Donieckiej Republiki Ludowej, Denis Puszilin, dnia 5 czerwca oskarżył Władimira Putina o zdradę i poprosił mieszkańców Sławiańska o przebaczenie. Taka informacja pojawiła się na Twitterze szefa Donieckiej Republiki Ludowej. „Co powiedzieć. Wlali w nas nadzieję. Zapewnili i porzucili. Piękne były słowa Władimira Putina o obronie narodu rosyjskiego i obronie Noworosji. Ale to były tylko słowa”.

 

Naprawdę dużą elastycznością umysłu muszą się wykazać czytelnicy czasopism o dłuższym cyklu wydawniczym. Na przykład opiniotwórczy tygodnik The Economists zastanawia się jak zachód powinien odpowiedzieć na rosyjską agresję. Dla cytowanych znawców tematu jest oczywiste, że jeśli siły ukraińskie będą zyskiwać przewagę nad rebeliantami, to Rosja musi się bardziej zaangażować – bo przecież Ameryka zawiesza poparcie dla rebeliantów Syrii (którzy stają się terrorystami dopiero po przekroczeniu granicy z Irakiem).

 W Berlinie odbyły się negocjacje szefów dyplomacji Niemiec, Rosji, Ukrainy i Francji. Niemieckie media podkreślają, że pierwszy raz takie spotkanie odbywa się bez Sikorskiego. Najwyraźniej Niemcy nie zamierzają udawać, że nic się nie stało.....

Außenministertreffen in Berlin 02.07.2014

 Spotkanie zakończyło się sukcesem – przywrócono na Ukrainie rozejm.

Fot.: dw.de. 

 W Brukseli podpisano gospodarcza część umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą. Media ekscytują się skrajną oceną jednego z doradców Putina: Myślę, że po podpisaniu umowy z UE, europejska opinia publiczna będzie zaskoczona, gdy ten nazistowski Frankenstein, który został stworzony przez unijnych biurokratów i kilku polityków, zapuka do drzwi krajów europejskich.

Istotniejsze jest to, co powiedział sam prezydent Rosji:

Antykonstytucyjny zamach stanu na Ukrainie i próby narzucenia sztucznego wyboru między Europą a Rosją popchnęły ukraińskie społeczeństwo do rozłamu i niezdrowej konfrontacji […]. Ukraińcy muszą wrócić na drogę pokoju, dialogu i zgody. Najważniejsze jest zapewnienie długofalowego zawieszenia broni, niezbędnego do przeprowadzenia rozmów między Kijowem a przedstawicielami południowo-wschodnich regionów.

Widać z tego, że nasza ocena sytuacji („silne związki gospodarcze Rosji z Ukrainą i Rosji z Niemcami sprawiają, że wewnętrzny konflikt na Ukrainie nikomu nie jest na rękę”) jest trafna, a być może nawet już doszło do jakichś wstępnych porozumień. Afera podsłuchowa w Polsce jest bardzo na rękę Rosji, gdyż łatwiej będzie marginalizować nasz kraj w tych negocjacjach. Naszą rolą pozostanie otwarcie rynku na ukraińskie zboże i węgiel, co uderzy zarówno w górnictwo, jak i rolnictwo.

Sytuacja na Ukrainie wydaje się stabilizować. Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko podjął kroki zmierzające do wygaszenia konfliktu zbrojnego. Rosja najwyraźniej uznała nowe władze na Ukrainie (wcześniejsze kontestowała jako nielegalne), a W. Putin poparł plan Poroszenki.

Co prawda wstrzymano dostawy gazu, ale Ukraina ma spore zapasy (ponad 10mld m3) i zakręcenie kurka jest jedynie swoistym argumentem w trwających negocjacjach. Podobnie jak wdrożenie przez ministerstwo gospodarki Niemiec kontroli umowy zawartej w marcu pomiędzy niemieckim koncernem energetycznym RWE a funduszem LetterOne rosyjskiego oligarchy Michaiła Fridmana oraz stanowisko KE w sprawie Gazociagu Poludniowego. Trwają przygotowania do kolejnej tury trójstronnych negocjacji w sprawie gazu (UE, Ukraina Rosja).

Z punktu widzenia strategicznego Rosja potrzebuje szerokiego przedpola, aby się bronić. Tymczasem kraje bałtyckie są już w NATO i jeśli Kreml straci Ukrainę, Zachód znajdzie się 500 mil od Moskwy.

To fragment wywiadu Jędrzeja Bieleckiego z amerykańskim analitykiem Georgem Friedmanem.

Z tego wywiadu można wyciągnąć kilka ciekawych wniosków:

1. Rosjanie bardzo trafnie ocenili sytuację na Ukrainie (chodzi o osaczenie Rosji).

2. Polaków nikt nie traktuje poważnie. Na pewno nie Friedman, który wyplata na nasz użytek jakieś niestworzone brednie. Nasza malutka armia ma się bronić przed rosyjską potęgą 2-3 miesiące, aż dzielni Jankesi uznają, że ich biznes jest akurat w tym by nas bronić (bo przykład Ukrainy pokazuje, że biznes to biznes i nic pewnego). Aby sprostać, tym oczekiwaniom, musimy przeznaczyć dwa razy więcej pieniędzy na zbrojenia i kupić jeszcze więcej amerykańskiego złomu. No i trzeba przestać handlować z Niemcami, bo to się Amerykanom nie podoba.

3. Mentalność ludzi takich jak Friedman się nie zmienia z czasem. Jest on jak dobrze zakonserwowane wykopalisko z czasów zimnej wojny. Tylko niestety te zimnowojenne mamuty są nadal żywe i kształtują naszą rzeczywistość.